środa, 30 listopada 2016

[01] Rozdział Pierwszy



Hey Halleluiah baby, rise up
Hold out your hands and reach higher
Get up on your feet, rise up
Let it flow through you baby
Running through your veins
Like a healing rain
Everywhere you'll see
Another reason to believe
~ Bon Jovi
"Another reason to believe"

         Cork, 27 maja 2016 roku
         Ręka Nialla uniosła się nieznacznie, by po chwili opaść bezwładnie na jego oczy, aby uchronić je przed niewielką ilością promyków wiosennego słońca, które nieproszone wdarły się do pokoju i padły na zaspaną twarz blondyna. Chłopak zmarszczył z niezadowoleniem brwi, a przez jego lekko rozchylone usta uciekł cichy jęk zawodu, spowodowany brakiem możliwości dalszego odpoczynku. Jego zmiana w pracy poprzedniego dnia po raz kolejny skończyła się znacznie później niż zazwyczaj. Gdy wrócił do domu powoli zaczynało jaśnieć, a on nie był w stanie wykrzesać z siebie chęci na nic poza rozebraniem się z prześmierdniętych zapachem alkoholu oraz dymu papierosowego ubrań, by w następnej kolejności móc rzucić się na łóżko i zasnąć kamiennym snem. Nie było czasu na upewnianie się, czy grube, ciężkie zasłony z nieprzyjemnego w dotyku materiału, szczelnie zakrywały uchylone górą okno.

         Chłopak podniósł się niespiesznie, siadając na posłaniu tyłem do źródła denerwujące go światła. Na początku nie był w stanie nawet na kilka sekund otworzyć piekących i czerwonych z przemęczenia, niebieskich oczu. Ręce oparł o łóżko po obu stronach swojego ciała, odchylając się nieznacznie do tyłu, jakby bał się, że w każdym momencie może spaść w przód i rozbić sobie niechcący nos o twardą, drewnianą podłogę. Ziewnął głośno, unosząc po chwili - kiedy miał już stuprocentową pewność, że zdoła utrzymać równowagę - jedną dłoń, którą przetarł bladą prawie jak kartka czystego papieru twarz. Kilkudniowy zarost połaskotał mu przy tym przyjemnie skórę.

         Już dawno obiecywał sobie zmianę miejsca zatrudnienia, aby jego organizm mógł w końcu wrócić do normalnego trybu życia, jednak nie było to takie łatwe jak mu się na początku wydawało. Cork było dużym i szybko rozwijającym się gospodarczo, irlandzkim miastem, a pracodawców nie brakowało. Niall widział nie raz kartki z ogłoszeniami, wywieszane za zgodą właścicieli na sklepowych witrynach, dostrzegał te w gazecie, którą czytał kiedy mu się nudziło i zrywał numery przymocowane do słupów, rozstawionych w okolicy. Niestety, większość zawodów wymagała chociaż minimalnych stażów, czy kwalifikacji, o których on nigdy wcześniej nie słyszał, a jedynie przy nielicznych nie pytano go o studia. Matura była tylko nic niewartym papierkiem, który mógł spłukać w toalecie, a i tak nikomu nie zrobiłoby to większej różnicy.

         Zrezygnowany pesymistycznymi myślami, które dręczyły go już od samego rana, psując nastrój na dalszą część dnia, otworzył w końcu oczy i rozejrzał się po swoim niewielkim pokoju, w którym mieszkał już od jakiegoś czasu. Łóżko zajmowało jego zdecydowanie największą część. Stało na przeciwko drzwi, w stosunkowo niewielkiej odległości od nich. Po ich prawej stronie natomiast znajdowała się duża szafa z jasnego, sztucznego drewna, ozdobiona licznymi wzrokami, mającymi przypominać rozkwitające kwiaty. Chłopak nie trudził się z położeniem nowego dywanu na podłodze, a stary rzucił w kąt i po niedługim czasie zapomniał o nim zupełnie.

         Wiedząc, że i tak na razie nie uda mu się zasnąć, wstał z łóżka, po czym szurając stopami o podłogę, wolnym krokiem przeszedł do salonu. Niedaleko od wejścia do niego stała wyspa kuchenna z trzema krzesłami, a zaraz za nią znajdowała się kuchenka gazowa i niewielkich rozmiarów lodówka. Blondyn podszedł do niej mozolnie i wyjął butelkę swojej ulubionej wody mineralnej, z której upił dużego łyka. Skrzywił się lekko, kiedy chłód rozszedł się po jego rozgrzanym przełyku.

— Księżniczka w końcu podniosła szanowny zad z łóżka? — przewrócił oczami, słysząc za sobą szorstki głos przyjaciółki swojej współlokatorki. Dziewczyna, z którą mieszkał była całkiem w porządku. Nigdy nie sprawiała żadnych problemów. Nawet, kiedy wracała po zabawie z przyjaciółkami i chwiała się na prawo i lewo, nie panując nad własnymi ruchami, starała się szybko dostać do swojego pokoju, jednocześnie robiąc przy tym możliwie jak najmniej hałasu, aby go nie niepokoić. Co prawda nie rozmawiali zbyt często, ale kiedy już do tego dochodziło ona zawsze uśmiechała się lekko i uprzejmie odpowiadała na każde, zadane przez niego pytanie. Wydawała się miła, uczynna i bezkonfliktowa. Natomiast blondyna, z którą miał wtedy do czynienia, była prawdopodobnie jedną z najbardziej wygadanych i podłych suk, jakie dane mu było w życiu zobaczyć na oczy. Nieuprzejma, złośliwa i nieumiejąca trzymać języka za zębami. Jej charakter wskazywał na to, że nigdy nie należy oceniać książki po okładce.

         Odwrócił się do niej powoli, unosząc wysoko z zaciekawienia brew. Prezentowała się jak zawsze nienagannie z jasnymi włosami związanymi w kucyka, w wiosennej sukience i sandałach na niewysokim obcasie, odpowiednio eksponującymi jej długie, zgrabne i opalone nogi. Czasami miał wrażenie, że specjalnie go denerwuje, żeby zwrócić na siebie jego uwagę i sprawić, żeby przyglądał jej się przez cały czas. Za każdym razem odrzucał jednak od siebie te myśli. To był durny pomysł. Jeżeli chciałaby mu sie spodobać, to pewnie wszystkie te złośliwości starałaby się obrócić jak najszybciej w żart i nie dopuściłaby nigdy do tego, aby w jej towarzystwie czuł się niezręcznie. Usłyszał jak chrząka głośno. Podniósł wzrok, który do tej pory nieświadomie skupiał na skromnym biuście dziewczyny i popatrzył na jej subtelnie pomalowaną twarz.

— Kulturalni ludzie odpowiadają, jak się do nich mówi — odezwała się ponownie. Niall wzruszył obojętnie ramionami i po raz kolejny napił się swojej wody, wrzucając ją po tym z powrotem do lodówki. Odwrócił się do niej z powrotem, przybierając na twarz sztuczny uśmiech.

— Kulturalni ludzie wiedzą, że jeżeli ktoś jest zmęczony po całonocnej pracy, to nie należy go straszyć i rzucać w niego złośliwościami — odpowiedział cicho, aczkolwiek dobitnie,  zachrypniętym głosem i wyminął ją, chcąc jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju. Nie zamierzał się z nią kłócić już z samego rana. Nie dlatego, żeby zepsuć sobie dzień, ponieważ i tak chciał przespać cały, kiedy tylko miało udać mu się pozbyć chociażby odrobiny światła z pokoju. Po prostu zmęczony mózg nie potrafił odpowiednio szybko wymyślać odpowiedzi na jej zaczepki, a nie zamierzał sprawiać jej przyjemności wygraną w kolejnej potyczce słownej.

         Syknął cicho, mocno zdezorientowany, kiedy poczuł jak ktoś odbija się od jego torsu w mało przyjemny sposób. Popatrzył na dół, w ostatnim momencie łapiąc zdezorientowaną dziewczynę za rękę, ratując ją tym samym przed bolesnym upadkiem na twardy parkiet. Zmarszczył brwi, nie przypominając sobie, żeby kiedykolwiek wcześniej miał okazję się z nią zobaczyć. Długie, brązowe włosy przysłoniły jej twarz, a drobne ciało wygięło się pod dziwnym, wręcz niebezpiecznym kątem, kiedy starała się pokonać prawa grawitacji, niemiłosiernie ciągnące ją w kierunku podłoża. Przyciągnął nieznajomą do siebie mocno i objął ją dla pewności ramionami, pomagając jej w ten sposób w złapaniu równowagi. Kiedy tylko zapanowała nad sobą, odskoczyła natychmiast od niego, piszcząc cicho.

— Przepraszam! Powinnam uważać, a Maggie powiedziała, że jej współlokator... Znaczy, że ty śpisz, znaczy że pan i nie wiem — urwała swoją plątaninę słów, odgarniając jednym ruchem włosy do tyłu. Zarumieniła się mocno, zauważając, że chłopak nie ma na sobie niczego poza bokserkami. Objęła się ramionami, odwróciła z zażenowaniem wzrok i zaczęła skubać zębami dolną wargę. Niall, nie mogąc się od tego powstrzymać, roześmiał się cicho, dotykając dłonią jej ramienia. Postanowił nie skomentować w żaden sposób tego, że drgnęła lekko, mocniej spuszczając przy tym głowę.

— Spokojnie, właśnie wracam do łóżka — skinął lekko głową, wyminął ją i w zdecydowanie lepszym humorze, zamknął się z powrotem w swojej sypialni. Podszedł do okna, przy którym zaczął mocować się z zasłonami. Nienawidził właściciela mieszkania za to, że nie chciał im założyć durnych rolet. Nie był to wydatek, na który nie byłoby go stać, a on i Maggie mogliby zacząć się w końcu porządnie wysypiać.

         Szarpnął mocno zasłonkami, a kiedy te w końcu zaczęły przesuwać się na karniszach, przyciągnął jedną do drugiej i spiął je spinaczami tak, żeby światło nie maiło szans wpaść ponownie do pokoju. Rozłożył się z powrotem na łóżku, zrzucając kołdrę na podłogę. Jedynym, czego brakowało mu do szczęścia był wiatrak. Wiedział jednak, że współlokatorka zabiłaby go, gdyby rachunek za prąd przyszedł większy niż zwykle. A on jeszcze nie miał pomysłu, jak mógłby wytłumaczyć, że może samodzielnie zapłacić każdą nadwyżkę.

         Owszem, w większej części zarabiał na siebie samodzielnie, jednak rodzice - szczególnie matka chłopaka - mimo wszystko nie do końca pogodzili się z tym, że postanowił się od nich wyprowadzić. Co prawda ojciec jak najbardziej poparł ten pomysł. Horan wiedział, że już od dawna zastanawiał się, jak pokazać mu prawdziwą wartość pieniądza, za którego nie jeden potrafi zabić. Bo chociaż Niall był jednym z niewielu dzieci, pochodzących z bogatych rodzin, które nie przejmowały się zbytnio majątkiem rodzinnym i potrafiły dogadać nawet z tymi biedniejszymi, jednak i jemu zdarzało się trwonić pieniądze na niepotrzebne rzeczy, których nie użył więcej niż raz. Pomysł syna spadł więc mu z nieba i przystał na niego po zaledwie dniu zastanowienia i głębokiego przemyślenia wszystkich za i przeciw, jak to miał w zwyczaju. Tylko mama miała kłopoty z akceptacją, ale ojciec zdołał ją w dość szybkim tempie przekonać. Postawiła tylko dwa, niepodważalne warunki - tysiąc funtów co miesiąc w razie, gdyby miał problem z pracą i zabrakło mu gotówki na produkty, zaspokajające podstawowe potrzeby życiowe oraz jeden telefon na dwa dni. Zgodził się bez zawahania. W końcu po raz kolejny mógł zrobić coś po swojemu, nie przejmując się przy okazji, jeżeli cokolwiek miałoby pójść nie tak jak to sobie wcześniej dokładnie, krok po kroku, zaplanował.

         Realizacja pomysłu, który pamiętnej nocy przedstawił Louisowi i Josephine, szła mu już od samego początku dość topornie. Co prawda, ze względu na jego aparycje, wiele dziewczyn chciało przebywać w towarzystwie Nialla. Mógł śmiało przyznać, że w barze miał już swoje stałe klientki, ale żadna z nich nie spełniała nawet połowy wymagań, jakie stawiał w swojej głowie. Wszystkie ubierały się jak tanie ulicznice i ukrywały twarze pod tonami pudru oraz innych specyfików. Żadna z nich nie wydawała mu się odpowiednia do tego, żeby nawiązywać jakiekolwiek bliższe kontakty, poza szybkim seksem raz na jakiś czas. Był tylko facetem, w dodatku dosyć młodym. Panowanie nad hormonami nie zawsze udawało mu się tak, jakby sobie tego życzył i od siebie wymagał.

         Oczywiście była Anabeth - dziewczyna, z którą dzielił mieszkanie. Kilka razy starał się z nią rozmawiać dłużej niż dziesięć minut, jednak ona - pomimo całej uprzejmości, jaką kierowała pod jego adresem - nie wydawała się być za bardzo zainteresowana jego osobą. Dlatego odpuścił. Nie chciał żadnych niepotrzebnych nieprzyjemności w ich relacji, ponieważ znalezienie odpowiedniej współlokatorki wcale nie było takie łatwe. Nie chciał narażać się na to po raz kolejny.

         O Kendall nawet nie chciał myśleć. Co prawda prowadził z nią rozmowy znacznie częściej niż z Aną, jednak nigdy nie były one tym, do czego chciałby wracać. Blondynka irytowała go jak mało kto, przez co nie potrafił nawet przez chwilę skupić się na jej niewątpliwej urodzie. Był po prostu paskudny charakter, zasłaniający wszystkie walory Utterson.

         Westchnął ciężko, przekręcając się leniwie na brzuch. Twarz schował w miękką poduszkę, którą przywiózł z Londynu i zamykając oczy, objął ją szczelnie swoimi silnymi ramionami. Nie pomagał również pomysł z rzekomym gejostwem Nialla - wracający jak bumerang. Jeżeli spotykał się już z jakąś napaloną na niego dziewczyną, to nie mógł robić tego w mieszkaniu. Nawet jeżeli wyszłaby natychmiast po skończonym stosunku, to nie mógł ryzykować, że ktokolwiek ją zobaczy. Nie wiedział, dlaczego w dalszym ciągu utrzymywał to kłamstwo, w niektórych momentach trzymając się go jak ostatniej deski ratunku. Prawdopodobnie bał się, jak zareaguje na prawdę szatynka. I mimo wszystko nie chciał wyjść przed nią na dziwkarza. Bądź co bądź mieszkali razem, przez co zależało mu na jej opinii. A ona ani razu nie przyprowadziła obcego mężczyzny. Jedynie przez jakiś czas spotykała się z Samem, którego nie widział od dobrych kilku tygodni. Jednak nie interesowało go to zupełnie.

         Ziewnął głośno, czując jak zmęczenie w końcu zaczyna brać przewagę nad jego umysłem. Musiał odespać, żeby być przygotowanym na kolejną, nocną zmianę. W duchu dziękował wszystkim świętością za to, że to ostatnia taka w tamtym tygodniu. Kolejny dzień był wolny, a przez następne sześć miał pracować od rana do popołudnia, dzięki czemu jego dni wydawały się dłuższe i mógł przez nie zrobić zdecydowanie więcej.

         Zakodował jeszcze w pamięci, że musi zapytać Anabeth, czy oddał jej połowę wartości czynszu z poprzedniego miesiąca i zasnął, odpływając do mistycznej krainy samego Morfeusza, w której spełniały się najskrytsze marzenia...


         Niall czuł, że jeżeli jego zmiana nie skończy się rychło, a on nie będzie mógł zdjąć czarnej, obcisłej koszuli, będącej częścią jego stroju roboczego, to najnormalniej w świecie trafi go szlag. Wręcz czuł każdy szew, niemiłosiernie wpijający się w jego obolałe mięśnie. Oczy piekły go żywym ogniem, a skronie pulsowały równomiernie pod wpływem bólu, który zapanował mu w głowie. Każdy reflektor, przecinający jego pole widzenia. powodował kolejne skurcze w mózgu, a one z kolei cichy syk, wydobywający się zza jego zaciśniętych w wąską kreskę warg. Nie pomagała również głośna muzyka, dudniąca w głośnikach. Co prawda DJ już dawno wyszedł, jednak pozostawił po sobie włączony laptop z klubową muzyką, mającą umilić wszystkim czas. Niall w przypływie nienawiści chciał rzucić przed siebie szklanką, którą trzymał w dłoniach i od kilku minut czyścił białą ścierką, jednak wiedział że tylko na tym musi poprzestać. Kilkoro gości - niedobitków bawiło się jeszcze na okrągłym parkiecie, otoczonym niewysokimi schodami, prowadzącymi do lóż, a on musiał poczekać aż samodzielnie postanowią opuścić lokal, dając mu w ten sposób upragniony odpoczynek.

         Zamrugał kilkukrotnie, odwracając się plecami to barowego blatu, na którym spał szatyn. Chłopak długo jeszcze pamiętał jego pijaczy wywód o tym jak bardzo kocha swoją byłą dziewczynę, która wybrała studia za granicą zamiast niego. Moment, w którym zdenerwowany Horan zobaczył jak nieszczęśnik układa głowę na skrzyżowanych ramionach i zamyka oczy był prawdopodobnie jednym z najszczęśliwszych w jego dotychczasowym życiu. Nienawidził, kiedy to się działo. Zawsze widząc zapłakane klientki, czy klientów wyglądających jak żywa  śmierć, uciekał na drugi koniec lokalu i udawał, że czyszczenie zarzyganych stolików, ustawionych pod ścianami jest nad wyraz pasjonującym zajęciem. Niestety, tamtym razem nie zauważył swojego towarzysza niedoli i musiał zostać, by posklejać rozsypane w drobny mak serce nieznajomego. Wiedział, że nie stało się to przez przypadek, jednak nie zamierzał w żaden sposób komentować zachowania współpracownika. Planował zemścić się na nim w odpowiednim czasie i w odpowiedni sposób.

         Niall poustawiał równo wszystkie szklanki, które zdążył do tej pory wyczyścić i obrzucił nienawistnym spojrzeniem Erica - chłopaka, z którym dzielił zmianę. Ten w odpowiedzi jedynie zaśmiał się i uniósł ręce w geście obronnym, już po kilku sekundach znikając za drzwiami, odcinającymi pomieszczenie gospodarcze od głównej sali klubu.

Szczęściarz — pomyślał gorzko blondyn, wracając do obserwowania parkietu, znajdującego się zaraz na przeciwko baru, o który opał się biodrem. Miał cichą nadzieję, że niechciani goście postanowią w końcu udać się do swoich domów. Niestety, ci wydawali się wciąż bawić w najlepsze i uprzykrzać mu w ten sposób i tak już wystarczająco ciężki żywot. — Też chciałbym w końcu wyjść z tego więzienia i odpocząć.

         Przewrócił oczami, dostrzegając grupkę dziewczyn, ledwo trzymających się na nogach. Kolejna fala tępego bólu rozeszła się po jego głowie, kiedy dotarło do niego, że będzie po raz kolejny musiał wziąć nadgodziny, za które pewnie i tak dostanie marne, w stosunku do poświęcenia, wynagrodzenie. Nie ma szans, aby w pojedynkę pozbył się tych wszystkich imprezowiczów. Mógł jedynie poprosić ochroniarzy o wyprowadzenie tych, których przed dalszą zabawą powstrzymywały jedynie ograniczenia fizyczne.

         Jedna z dziewczyn odwróciła się przodem Nialla. Osiemnastolatek uśmiechnął się szeroko, przestając szorować kolejne naczynie i odłożył je na bok, wsuwając ścierkę za biały fartuch, który jako jedyny kontrastował z czarnymi, dżinsowymi spodniami i nieszczęsną koszulą. Pochylił się powoli do przodu, nie spuszczając z niej spojrzenia, oparł łokciami o blat i zaczął uważnie przyglądać jak dziewczyna, która dziś rano wpadła na niego w mieszkaniu, biega dookoła swoich trzech przyjaciółek i za wszelką cenę stara się nie dopuścić do tego, aby którakolwiek z nich przewróciła się i stłukła sobie nos. Zadanie miała bardzo utrudnione przez wysokie, czarne szpilki, dzięki którym zwracała uwagę płci przeciwnej długimi, zgrabnymi nogami. Oprócz nich była jeszcze ubrana w pomarańczową, rozkloszowaną spódnicę nad kolano i białą bokserkę, przylegającą do szczupłego ciała. Na ramieniu dziewczyny dostrzegł cienki pasek od torebki, jednak ona sama została schowana pod jasno - szarą marynarką, przewieszoną na niej.

         Horan obrzucił spojrzeniem bar i szybkim krokiem podszedł do przyjaciółek, w ostatnim momencie łapiąc Anabeth, która potknęła się na schodach i z cichym piskiem rozbawienia zaczęła zbliżać się do zderzenia z twardym parkietem. Roześmiana dziewczyna zakryła usta dłonią, wywołując tym nieznacznie uniesienie kącików ust przez blondyna. Musiał przyznać, że i tak był pod wrażeniem. W końcu nie każdy potrafiłby w stanie mocnego upojenia alkoholowego chodzić w dwunastocentymetrowych szpilach i nie zabić się przy okazji. A ona, dopóki znajdowała się na płaskiej powierzchni, radziła sobie całkiem nieźle.

— Niall! - krzyknęła Ana, wyraźnie zadowolona z widoku swojego współlokatora. — Wiedziałam... Nie! Ja byłam pewna, że cię tu znajdę — brązowowłosa złapała się ramion chłopaka i wyprostowała się, starając tym razem utrzymać równowagę. Wydęła usta, spoglądając tęsknym wzrokiem ponad jego ramieniem. Horan przewrócił oczami, doskonale zdając sobie sprawę, że za plecami ma bar. Szybko jednak wróciła do wpatrywania się w zmęczoną twarz chłopaka.

— Mi też bardzo miło cię widzieć — powiedział cicho, mierząc pozostałą część grupy uważnym spojrzeniem. Na twarzy nieznajomej dostrzegł wyraźną ulgę. — Możesz mi powiedzieć, co wy tutaj robicie? W takim stanie już dawno powinnyście wrócić do domów, jeżeli życie wam miłe — odezwał się ponownie, wsuwając dłonie do kieszeni spodni. Przewrócił oczami i wystawił rękę, łapiąc Kendall zanim ta zdążyła upaść. Cichy, irytujący jego bębenki uszne chichot sprawił, że chłopak wrócił wzrokiem do Vashchenko. Nigdy nie spodziewał się, że zobaczy ją w tak opłakanym stanie.

— Margie chciała cię koniecznie zobaczyć! — zapiszczała, wyraźnie podekscytowana tym, co powiedziała, a na twarzy wspomnianej dziewczyny pojawiły się dwie, niemalże purpurowe plamy. Niall uśmiechnął sie do siebie pod nosem. Blondynka wyrwała się z jego uścisku i ruszyła w dalszą podróż do baru, jednak w ostatnim momencie zdążył przyciągnąć ją z powrotem do siebie za nadgarstek, zupełnie nie przejmując się jej protestami. W pewnym sensie uznał to za odegranie się na niej za nieprzyjemne docinki, które jeszcze rano wymierzała pod jego adresem.

— Chodźmy na zewnątrz — zaproponował Horan i ciągnąc za sobą dwie dziewczyny, podszedł do drzwi wyjściowych. — Henry, przypilnuj baru. Mam tu sytuację wyjątkową — zwrócił się jeszcze do młodego chłopaka, dorabiającego w klubie jako sprzątacz, na co ten od razu przystał ochoczo. Niall wiedział, że chłopak już od dawna stara się o wyższą posadę w klubie. Pamiętał, jak opowiadał mu, że bycie barmanem uważał za pasję. Chciał nawet otworzyć własną dyskotekę, ale brakowało mu na to odpowiedniej sumy pieniędzy i przez najbliższych kilka lat musiał zadowolić się jedynie marzeniami i wyobrażeniami na ten temat.


         Dość chłodny jak na maj wiatr owiał całe ciało jasnowłosego, powodując że jego zmysły rozbudziły się chociaż w minimalnym stopniu. Przymknął na chwilę oczy, po czym uniósł niechętnie powieki i skierował swój wzrok na jedyną trzeźwą dziewczynę z towarzystwa. Zauważył jak spina się i drży, najprawdopodobniej pod wpływem zimna. Zdziwił się, że nie założyła na siebie marynarki, jednak postanowił tego nie komentować. W końcu w ogóle nie leżało to w jego interesie. Odetchnął cicho, sadzając pijane dziewczyny na przystanku autobusowym. Był szczęśliwy, że długie, krwistoczerwone paznokcie Kendall w końcu przestały wpijać się boleśnie w jego skórę na przedramieniu, który przez podwinięte rękawy był w pełni odsłonięty. Zerknął na obolałe miejsca i z wyrazem nienawiści na twarzy potarł je opuszkami palców.

— Ma kto po was przyjechać? — uniósł wysoko brew, widząc jak Margie, na początku ignorując jego pytanie, trzęsącymi się dłońmi wydobyła z torebki paczkę papierosów. Wyjęła jednego i odpaliła go, zaciągając się nim nieumiejętnie. Albo dopiero zaczynała, albo biła się z myślami. — I nie mówię o taksówce, chodzi mi o coś bezpiecznego — dodał szybko, zanim dziewczyna zdążyła powiedzieć cokolwiek, zwracając tym na siebie jej uwagę. Najpierw popatrzyła na niego nieobecnym wzrokiem, wciąż zajmując się swoimi przemyśleniami. Przytknęła po chwili, potwierdzając jego słowa, których sens dotarł do niej w zwolnionym tempie.

— Mój brat za kilka minut powinien po nas przyjechać — wytłumaczyła szybko i pobieżnie, błądząc spojrzeniem ciemnych oczu po popękanym w kilku miejscach chodniku. — Jedyny problem polega na tym, że nie zmieścimy się wszystkie do jego samochodu i dlatego zaciągnęłam je tutaj, żeby poprosić cię o pomoc. Chodzi o to, czy mógłbyś wziąć ze sobą Anabeth do domu. Pomyślałam, że skoro mieszkacie razem, to nie będzie to dla ciebie duży problem. Zupełnie nie chodziło o to, co Ana miała na myśli — ciemnowłosa zaczęła nerwowo przestępować z nogi na nogę, zaciskając mocno palce na papierosie. — Nie zrozum mnie źle, jesteś naprawdę bardzo przystojny i w ogóle, ale zupełnie cię nie znam, widzieliśmy się wcześniej tylko raz, nawet nie widzieliśmy. Wpadłam na ciebie i  dostałam słowotoku, za co jeszcze raz bardzo cię przepraszam, ja zamyśliłam się i nie wiedziałam, gdzie idę...

— Spokojnie — głośny śmiech chłopaka przerwał nieskładny wywód Margaret i spowodował kolejne purpurowe rumieńce na jej policzkach. Nie rozumiał, co tak właściwie zrobił, aby ją zawstydził. Nie zamierzał jednak pytać - była urocza. Spodobała mu się, mógł to otwarcie przyznać. A po tym, jak zaczęła tłumaczyć słowa swojej przyjaciółki uznał, że nie wiedziała o jego wymyślonym gejostwie. Nie zamierzał wprowadzać jej w błąd. — Zabiorę ją ze sobą — skinął twierdząco głową. A potem poproszę cię o przysługę i w ramach wdzięczności nie będziesz mogła mi odmówić.

Za dwa dni płyta Stonesów, już nie mogę się doczekać ❤❤
Do zobaczenia w nowy rok,
Evansik xox