wtorek, 31 stycznia 2017

[03] Rozdział Trzeci




Be careful making wishes in the dark
Can't be sure when they've hit their mark
Besides in the mean-meantime I'm just dreaming of tearing you apart
I'm in the de-details with the devil
So now the world can never get me on my level
I just got to get you out of the cage
I'm a young lovers rage
Gonna need a spark to ignite
~ Fall Out Boy
„My Songs Know What You Did In The Dark (Light Em Up)”

         Niall skrzywił się mocno, układając dłoń u dołu pleców, kiedy po magazynie rozszedł się nieprzyjemny trzask jego obolałego z nadmiernego wysiłku kręgosłupa. Chłopak czuł się jak po bardzo długim i wyczerpującym maratonie, odbytym w samym środku Sahary, bez możliwości otrzymania jakiejkolwiek, chociażby najmniejszej dawki wody. W ustach miał niemiłosiernie sucho - wręcz wydawało mu się, że musiał co chwilę odklejać język od podniebienia. Oczy same mu się zamykały, a kolana uginały pod nim, kiedy brał na ręce kolejne pudła i przenosił je do magazynu. Stęknął cicho i usiadł na jednym, rozmasowując palcami kość ogonową. Przez brak uwagi, spowodowany zaprzątaniem sobie głowy dużą ilością zbędnych w tamtym momencie myśli, nie zauważył ostatniego schodu, na którym pośliznęła mu się stopa i upadł, boleśnie tłukąc sobie przy tym pośladki. Spiorunował rozeźlonym spojrzeniem szeroko uśmiechniętego Artura, wysokiego szatyna, z którym dzielił zmianę tamtego dnia. Jak każdą inną z resztą, z tą niewielką różnicą, że ich trzeciemu koledze – Davidowi udało się jakoś wymigać od swojej dniówki i odpocząć na jednodniowym urlopie.

         Niechętnie podniósł się ze swojego tymczasowego siedziska i mozolnym krokiem, klnąc pod nosem na cały świat, ruszył z powrotem na górę. Był zły na swoją pracodawczynię za to, że nie dość, że kazała im nosić ciężkie pudła w tę i z powrotem, to nie załatwiła im nikogo, poza Henrym – który przecież i tak co noc przebywał w klubie, pomagając w zamykaniu go – do pomocy. Właśnie dlatego co chwilę zmieniali się z Arturem przy barze. Horan już sam nie wiedział co było dla niego gorsze – obsługiwanie pijanych nastolatków, rzadko kiedy posiadających w stosunku do niego chociaż odrobinę szacunku, czy przenoszenie ciężarów i coraz większe bóle w kręgosłupie. Westchnął ciężko nad swoim ciężkim losem, podchodząc do blatu, z którego wziął białą ścierkę i zabrał się za monotonne wycieranie szklanek i ustawianie ich na odpowiednich półkach.

         W pewnym sensie stało się to jego nawykiem, pozwalającym mu zapanować nad złością i irytacją, które nieustannie krążyły mu po głowie. Wciąż miał przed oczami obraz siebie samego, bawiącego się z przyjaciółmi na podobnych dyskotekach, prawie w każdą weekendową noc. Czasami zastanawiał się, czy oni również zachowywali się tak arogancko w stosunku do kelnerów i barmanów. Zamknął na chwilę oczy, kiedy dotarło do niego, że mógłby wrócić do swojego poprzedniego życia w zaledwie kilka godzin. Wystarczyło zabukować bilety na samolot, spakować swoje wszystkie rzeczy i wrócić do Londynu, do znajomych, przerwanych studiów i czekających na niego nieustannie rodziców. Tylko jedna przeszkoda przekreślała to wszystko. Upartość chłopaka była nie do przezwyciężenia.

— Nie ma już więcej pudeł. Wszystko jest poukładane w magazynie — Niall zamrugał szybko, słysząc obok siebie głos ciemnowłosego. Skinął lekko głową i odstawił kolejną szklankę na półkę, przyglądając się temu, jak Henry zaczyna wyprowadzać najbardziej pijanych klientów z klubu. — Szkoda mi trochę tego chłopaka. Podlizuje się szefowej jak może, a ona i tak nie chce mu dać lepszej roboty. Co byłoby z korzyścią dla nas, bo moglibyśmy mieć więcej wolnego dla siebie — wymamrotał pod nosem, przeczesując przydługie włosy palcami. Horan zerknął na niego kątem oka. Nikt poza Anabeth i jej koleżankami nie wiedział o kłamstwie dotyczącym jego orientacji seksualnej i wolałby, żeby tak pozostało. — W ogóle mogłaby sobie załatwić jeszcze jakichś trzech innych frajerów do roboty, żebyśmy wymieniali się co tydzień. Podarowałbym sobie nawet te sześć nieszczęsnych dniówek.

— Jestem pewny, że w końcu uda mu się spełnić marzenia o klubie i że będzie na tyle dobry, żeby to dziadostwo zamknięto w kilka miesięcy — Niall skrzywił się mocno, słysząc swój zachrypnięty głos. — Nie ma chyba miejsca na ziemi, które nienawidziłbym bardziej od tego — wymamrotał cicho pod nosem, czym wywołał głośny śmiech Artura. Przewrócił rozbawiony oczami i uśmiechnął się szeroko widząc, jak Henry wyprowadził ostatniego klienta za drzwi, po czym zamknął je na wszystkie zamki. Natychmiast odłożył szklankę, którą trzymał w dłoniach i chwytając ścierkę do wycierania blatów oraz tacę na opróżnione szklanki, wyszedł zza baru, swoje kroki kierując do lóż.

         Wcale nie miał ochoty ich czyścić. Uważał, że równie dobrze mogli zrobić to ci, którzy przychodzą na pierwszą zmianę – wyspani, czyści i chętni do pracy. Jednak gdyby zostawili je z Arturem brudne, natychmiast ktoś zgłosiłby to do właścicielki.


         Siedząc przy szafkach na zapleczu, po raz kolejny naszły go ponure myśli. Wiedział doskonale, że jeżeli nie uda mu się szybko tego powstrzymać, to w niedługim czasie czekał go szybki powrót do domu. Prawdopodobnie nigdy by sobie tego nie wybaczył, ponieważ nienawidził nie doprowadzać do końca planów, które – wbrew temu, co twierdził Louis – starannie układał.  Zamrugał kilkukrotnie, wyrwany ze swoich myśli i skinął lekko głową, żegnając się w ten sposób z Arturem, który po chwili opuścił pomieszczenie.

         Wstał niechętnie z ławki, zarzucając kurtkę na ramiona. Machnął ręką do Henry'ego, który odpowiedział mu tym samym i wyszedł z budynku. Dopiero, kiedy znalazł się na powietrzu, zanieczyszczonym przez spaliny samochodów i innych pojazdów poczuł, że jest w końcu wolnym człowiekiem. Zaciągną się ich zapachem, krzywiąc się lekko z niesmakiem. Wsunął dłonie do kieszeni, po czym ruszył przed siebie wolnym krokiem.

         Zazwyczaj dzwonił po taksówkę i jechał nią na ulicę, na której znajdowało się mieszkanie jego i Anabeth. Nie chciał, żeby dziewczyna zauważyła go wysiadającego z taryfy, dlatego kazał kierowcy zatrzymywać się kilka bloków wcześniej. Jednak tym razem w ogóle z tego zrezygnował. Noc była stosunkowo ciepła, a on i tak ostatnimi czasy miał problemy ze snem. Rozejrzał się dookoła, przechodząc przez ulicę na czerwonym świetle. Zdążył zauważyć, że policjanci nie przykładają do tego zbyt dużej uwagi w godzinach północnych. W końcu i tak, w przeciwieństwie do Londynu, ruch w Cork o tej porze był minimalny, niemalże zerowy.

         Uśmiechnął się lekko, czując powiew wiosennego wiatru na policzkach. Lubił taką pogodę. Nienawidził, kiedy było zbyt gorąco. Pocenie się i ciągłe uważanie na to, żeby się nie spalić na słońcu nie należało do czynności, które uznawał za przyjemne. Przeczesał włosy palcami, skręcając w odpowiednią uliczkę. Zdecydowanie bardziej odpowiadał mu lekki chłód, kiedy mógł założyć na siebie skórzaną kurtkę i dżinsowe spodnie. Właśnie dlatego cieszył się, że mógł mieszkać na wyspach. Tutaj pogoda praktycznie zawsze była taka sama, jedynie czasami w zimie odbiegała nieznacznie od normy, ale i tak szybko wracała do swojej rutyny.

         Ziewnął cicho, zasłaniając usta dłonią, kiedy zatrzymał się w końcu przed drzwiami wejściowymi na klatkę schodową. Cieszył się, że postanowił przespacerować się po okolicy. W końcu zrobił się senny. Miał nadzieję, że zdoła odpocząć do pobudki. Wpisał szybko kod, dzięki czemu mógł wejść do wnętrza budynku. Upewnił się, że drzwi zamknęły się za nim i wszedł na drugie piętro. Nie trudził się z wyjmowaniem kluczy, wiedział że jego współlokatorka jeszcze nie śpi. Zawsze przesiadywała nocami przed gazetami i pisała coś na swoim laptopie. Niall w to nie wnikał. W końcu Ana miała prawdo do własnego życia. Nawet nie interesowało go to, jak zarabia. Dla niego ważny był jedynie fakt, że ma z kim mieszkać i że nie jest to obleśny chłopak z nieprzyjemnym zwyczajem włażenia mu do pokoju, kiedy on akurat przebywa w pracy. A od niedawna również to, że dzięki niej mógł raz na jakiś czas zamienić kilka słów z Margaret.

         Zamknął ze sobą po cichu wejście. Zmarszczył brwi, słysząc głośne śmiechy, dochodzące z salonu. Wiedział, że jest tam znacznie więcej ludzi, niż wchodziło w skład paczki przyjaciółek Vashchenko. Pokręcił głową i niezdolny nawet do tego, żeby się z nią przywitać, zamknął za sobą wejście na klucz i udał się do swojego pokoju. Rozebrał się do bielizny, rzucając wszystkie ubrania w kąt pokoju. Opadł na łóżko i naciągając na głowę poduszkę, aby zagłuszyć wszystkie śmiechy, zasnął.


         Niall zmarszczył brwi, kiedy usłyszał dźwięk swojego dzwonka ze spodni, w których w dalszym ciągu znajdował się jego telefon. Był ustawiony dość głośno, ponieważ w barze zawsze panował gwar, a z głośników leciała głośno klubowa muzyka nawet, kiedy w środku przebywało zaledwie kilku gości; DJ tłumaczył się z tego ciągłą potrzebą miksowania nowych kawałków, aby klienci nie znudzili sie tymi, które cały czas puszczał. Horan nie lubił nie odbierać połączeń, nawet tych od nieznanych numerów, które najczęściej okazywały się marną próbą namówienia klienta do kupna jakiegoś nienadającego się do dłuższego stosowania produktu. Bał się, że może przegapić jakąś ważną informację od znajomych lub rodziców z Londynu. Tym jednak razem liczył na to, że niepodpięta do ładowarki na noc komórka rozładuje się wcześniej niż później.

         Z cichym westchnieniem podniósł się z łóżka i lekko przygarbiony podszedł do pomiętych, leżących w kącie ubrań, po czym wygrzebał z nich komórkę od razu naciskając zieloną słuchawkę, kiedy piosenka wciąż dudniła mu w uszach. Nie chcąc wracać do łóżka położył się na podłodze, przykładając aparat do ucha.

— Słucham — wymamrotał pod nosem, zakrywając oczy ramieniem. Usłyszał cichy śmiech po drugiej stronie, przez co na jego ustach od razu rozciągnął się szeroki uśmiech. — Nie rozumiem, co cię tak śmieszy, Jo — przewrócił oczami, po chwili pozwalając powiekom na zamknięcie się. Nie wiedział, ile czasu minie zanim jego zmęczony organizm zapadnie w sen, dlatego wolał, żeby przyjaciółka szybciej powiedziała mu o tym, o czym zamierzała.

— Ty, Horan — rzuciła luźno do słuchawki. Niall wiedział, że przebywała na zewnątrz, ponieważ w tle słyszał świstanie wiatru, który zawsze wiał na dziedzińcu uczelni. Zerknął na zegarek, wiszący na ścianie, aby z ciekawości sprawdzić która jest godzina, po czym ponownie zasłonił oczy przed światłem. Wiedział, że dziewczyna paliła, w końcu miała teraz przerwę obiadową, a każdy posiłek zaczynała porządną dawką nikotyny. — Mam nadzieję, że kiedy wpadnę w ten piątek odwiedzić cię w Cork, to w drzwiach nie przywita mnie twoja współlokatorka. Byłabym bardzo tym faktem zawiedziona — chłopak natychmiast podniósł się z podłogi i usiadł po turecku, opierając się nagimi plecami o chłodną ścianę. Potarł dwoma palcami kąciki oczu, zaciskając mocno powieki. — Jesteś tam jeszcze, Niall? Zaczynam się o ciebie poważnie obawiać, a jeżeli będzie tak dalej, to przysięgam że zapakuję twój zad w walizkę i ściągnę z powrotem do Londynu.

— Powiedz jeszcze coś jak moja mama, to przysięgam Blackwood, uwierzę że jesteś nie tylko pełnoletnia, ale i dorosła — cichy śmiech wydobył się z jego gardła. Wierzył w to, że wizyta przyjaciółki była w stanie pozytywnie wpłynąć na jego samopoczucie, jednak wiedział również, że nie pozwoli jej wyciągnąć się z Cork za żadne skarby świata. Tęsknił za tym, co miał w domu – przyjaciółmi, prawdziwym odpoczynkiem, którego nie zaznał od dobrych dwóch miesięcy i swoją uczelnią, gdzie wbrew pozorom lubił przebywać. Może i narzekał na dłużące się w nieskończoność zajęcia, jednak za każdym razem, kiedy miał okazję ponabijać się z wykładowców wraz z przyjaciółmi, z szerokim uśmiechem zajmował swoje miejsce w ławce. — Już nie mogę się doczekać piątku. Mam nadzieję, że jeszcze się nie odzwyczaiłaś od mojego towarzystwa.

— Chciałbyś. Wszystko w tym cholernym Londynie jest bez ciebie nudniejsze. Nawet kłótnie Louisa i Harry’ego nie są tak fajne, kiedy nie mam ich z kim komentować — ciche westchnienie rozśmieszyło Nialla jeszcze bardziej. — W każdym bądź razie czekam na ciebie w piątek o ósmej w porcie lotniczym Cork. Jeżeli się nie pojawisz, to znajdę cię na własną rękę, ale sporo będzie cię ta przyjemność kosztować. Pa, Horan — i zanim Niall zdążył cokolwiek odpowiedzieć, dziewczyna zerwała połączenie.

         Blondyn, śmiejąc się cicho pod nosem, wstał z podłogi i wolnym krokiem przeszedł z powrotem do łóżka. Jeżeli chciał zdążyć przed opuszczeniem biura swojej pracodawczyni musiał się pospieszyć ze swoją drzemką. Zdecydowanie nadszedł moment, w którym po raz pierwszy chciał poprosić ją o kilka dni urlopu, a do tego zadania musiał być odpowiednio wypoczęty, jeżeli chciał żeby wszystko poszło po jego myśli. Nie wybaczyłby sobie nigdy, gdyby nie spędził weekendu w towarzystwie najlepszej przyjaciółki po raz pierwszy od bardzo długiego czasu.  Naprawdę szczerze cieszył się, że będzie miał okazję z kimś porozmawiać dłużej niż kilkanaście minut i że będzie to ktoś, kogo znał praktycznie od urodzenia.


         Pobudka, którą zafundował sobie godzinę później, nie należała do najprzyjemniejszych momentów dnia. Co prawda zaraz po otworzeniu oczu wziął szybki, zimny prysznic i wypił kubek wody prosto z lodówki, jednak zmęczenie jak na złość nie chciało się od niego odczepić. Jednak mimo wszystko czuł w sobie coś, dzięki czemu nabrał chęci do życia, utraconych w czasie stania za barem. Cieszył się, że w końcu będzie mógł przeznaczyć kilkanaście godzin na prawdziwą zabawę, a nie ciągłą, wręcz katorżniczą pracę.

         Po śniadaniu i szybkich zakupach, przebrał się w swoje robocze ciuchy i spokojnym krokiem, przyglądając się mijanym po drodze ludziom, udał się prosto do klubu. Pomieszczenia biurowe, na całe szczęście, znajdowały się zaraz nad nim, dzięki czemu po zakończeniu rozmowy będzie miał jeszcze chwilę czasu na rozmowę ze swoimi współpracownikami. Przez ostatnich kilka tygodni znacznie zaniedbał kontakt z nimi, a byli oni tak naprawdę jedynymi ludźmi w całym Cork, z którymi rozmawiał regularnie. Między innymi właśnie z tego powodu nie chciał, aby między nimi panowała nieprzyjemna atmosfera.

         Uśmiechnął się przyjaźnie do Lucka – chłopaka, który prawie zawsze miał zmianę przed nim – i wszedł po schodach do wnętrza budynku. Zatrzymał się dopiero przed drzwiami gabinetu właścicielki i zapukał do nich po uspokojeniu przyspieszonego oddechu, czekając aż Stephanie McColl zaprosi go do środka. Mimo wszystko nie chciał wyjść na niewychowanego wieśniaka.

— Proszę — przywołał na twarz lekki uśmiech, nacisnął klamkę i pchając drewniany przedmiot, wszedł do środka po raz pierwszy od momentu, w którym miała miejsce jego rozmowa kwalifikacyjna, kilka miesięcy temu.

         Pomieszczenie zupełnie nie zmieniło się od tamtego czasu. Na wprost od wejścia stało biurko z białego drewna, a za nim blado – różowe krzesło obrotowe, wykonane ze sztucznej skóry. Przy lewej ścianie stał regał, wypełniony papierami, segregatorami, umowami i teczkami, starannie poukładanymi według alfabetu. W oknie wisiała biała firanka, a na parapecie stały fioletowe storczyki. Niall zamknął za sobą drzwi i oparł się o nie plecami, zerkając na ciemnowłosą, czterdziestoletnią kobietę, wpatrzoną w ekran drogiego komputera. Niall, chociaż nie miał z nią do czynienia zbyt wiele razy, zdążył zauważyć, że lubi kupować sobie drogie zabawki, aby pokazać tym samym przez znajomymi i przyjaciółmi, że jej klub prosperuje lepiej niż bardzo dobrze. Kilka razy zdążyło jej się przyprowadzić ze sobą jakąś przyjaciółkę, podczas kiedy on i Artur, albo David odbierali codzienną dostawę.

         Podszedł do biurka, kiedy Stephanie podniosła na niego znudzony wzrok, po czym siada na drewnianym, cholernie niewygodnym krześle zaraz naprzeciwko niej. Na jej twarzy natychmiast rozciągnął się niewielki, lekko zadziorny uśmiech, a w oczach pojawiły wesołe iskierki. Zupełnie mu się to nie spodobało. Chłopaki nie raz sugerowali mu, że ich szefowa zwraca na niego zdecydowanie zbyt dużą uwagę i że powinien coś z tym zrobić zanim wydarzenia potoczą się na jego niekorzyść. Niestety, robili to dość żartobliwie, przez co on również nie brał ich na poważnie. Żałował tego w tamtym momencie. Mógłby się przynajmniej lepiej przygotować na tę okoliczność spotkania z nią.

— Witaj Niall — zaczęła swoim melodyjnym głosem powodując, że po plecach chłopaka przeszły nieprzyjemne dreszcze. Splótł ze sobą swoje palce i ułożył je na udach, zsuwając się nieznacznie na siedzeniu, aby móc przybrać wygodniejszą pozycję. Zapowiadała się długa rozmowa. — Przychodzisz do mnie z jakąś konkretną sprawą? — kobieta unosi brew i prostuje plecy, zamykając klapę laptopa. Sięga dłonią do czerwonego przycisku na biurku i naciska go, przysuwając nieznacznie twarz do niewielkiego głośnika. — Natalie, przynieś herbatę — jej głos stał się wyniosły i szorstki, jednak uśmiech wciąż nie znikał kobiecie z twarzy.

— Chciałbym poprosić o dwa dni urlopu — Niall starał się mówić ostrożnie i wyraźnie nie chcąc, aby doszło między nimi do jakiegoś nieporozumienia. Był zmęczony, zaspany i sam nie wiedział do końca, co się tak naprawdę dzieje dookoła niego. Wolał nie powiedzieć jakieś głupoty, której mógłby potem żałować przez bardzo długi czas.

— Cóż — urwała, kiedy jej asystentka weszła do pomieszczenia, niosąc w dzbanku herbatę, o którą prosiła. Szatynka odsunęła się nieznacznie od biurka, pozwalając wyraźnie zdenerwowanej dziewczynie postawić na nim tackę z dwoma filiżankami. Natalie, jak blondyn zdążył usłyszeć, nalała cieczy i odprowadzona rozdrażnionym wzrokiem swojej szefowej, natychmiast zniknęła za drzwiami, starając się nimi za sobą nie trzasnąć. — Jak zdążyłeś zauważyć klientów w barze przybywa z dnia na dzień. Nie wiem, czy mogę sobie pozwolić na rozdawanie urlopów pracownikom, szczególnie tak kompetentnym jak ty — chłopak powstrzymał się od głośnego przełknięcia śliny, wbijając sobie paznokcie w skórę. Obiecał sobie, że jeżeli chłopaki po raz kolejny zauważą coś, co dotyczy jego i jakiejkolwiek kobiety, to najpierw dopyta się czy mówią całkowicie poważnie, a dopiero potem zacznie ignorować ich zaczepki.

— Byłbym bardzo wdzięczny za tę przysługę, pani McColl — skinął lekko, nie spuszczając z niej wzroku. — Pracuję nieustannie od trzech miesięcy prawie w każdą noc tygodnia i prawdę mówiąc zaczynam nie wyrabiać na zakrętach, jeżeli mogę tak to ująć. Cały czas chodzę zaspany i moja skuteczność w pracy znacznie zmalała w ostatnim czasie — chłopak wymusił na twarz uśmiech. Pomyślał, że jeżeli faktycznie spodobał się swojej szefowej, to wspominanie o odwiedzinach najlepszej przyjaciółki nie jest najlepszym pomysłem. Musiał kombinować. Uśmiech na twarzy kobiety powiększył się, a on od razu pożałował, że tam przyszedł; że w ogóle zatrudnił się u niej i że miał z nią do czynienia.

— Masz rację Niall, noc powinno przeznaczać się na ciekawsze rzeczy — kobieta uniosła dłoń i nawinęła sobie na palec kosmyk włosów. — I nie mów mi pani, wspominałam ci już o tym. Wystarczy po prostu Stephanie — wyciągnęła przed siebie drugą rękę, a chłopak natychmiast ją uścisnął chcąc mieć tę rozmowę jak najszybciej za sobą. — Dam ci te dwa dni wolnego, ale pod jednym warunkiem — zmrużyła lekko powieki, zerkając prosto w zdziwione oczy jasnowłosego. Nie pozwoliła mu zabrać dłoni, wbijając w nią mocniej swoje paznokcie. — Pójdziesz ze mną na przyjęcie w domu mojej przyjaciółki. Chce, żeby nie tylko zazdrościli mi interesu, ale i przystojnego faceta. Nie wierzę, że nie zauważyłeś jak Dafne patrzyła na ciebie kiedy ją tutaj zabierałam.

— Nie sądzę, aby to był dobry pomysł — Niall wiedział, że powinien jak najszybciej ulotnić się z tego gabinetu. Zaczynał panikować, co w połączeniu ze zmęczeniem jakie panowało w jego umyśle, nie zwiastowało nic dobrego. Przyciągnął mocno ramię do siebie, dzięki czemu wydostał palce z żelaznego uścisku. Nie spodobało jej się to, ale nie zamierzał zwracać na to uwagi. Mogła nawet go zwolnić, nie zależało mu na tej cholernej pracy. Nie zamierzał pozwolić, żeby traktowała go jak ładnie wyglądający przedmiot na obrazku. W ogóle nie chciał dopuścić do tego, żeby jego szefowa weszła w jego życie i tak już wystarczająco długo musiał znosić jej zachcianki. — Uważam, że relacje moje i pani powinny pozostać czysto zawodowe.

— A ja uważam, że źle oceniasz swój stan zdrowia — jej głos stał się chłodny, a spojrzenie niedostępne jak podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Horan wiedział, że jest na straconej pozycji i że jego przyjaciółka przesiedzi w Cork dwa dni zupełnie sama ze sobą. Wątpił, że ktokolwiek inny z ich wspólnych znajomych chciałby się z nią zabrać. W końcu zaniedbał kontakt z nimi wszystkimi przez to, że całe dnie spędzał na pracowaniu lub na spaniu. Od dwóch tygodni nie mógł nawet znaleźć chwili nawet na to, żeby porozmawiać ze swoją matką. — Zupełnie niepotrzebny ci urlop. A jeżeli masz zamiar jeszcze raz o to zapytać, to lepiej od razu oddaj mi pieniądze za strój roboczy i nie przychodź na kolejne zmiany. Jednak z twoim brakiem wykształcenia nie liczyłabym na pracę gdziekolwiek indziej — uśmiechnęła się złośliwie, krzyżując ręce na piersiach. Szybko wróciła do nieprzychylnego wyrazu twarzy i z powrotem unosząc klapę laptopa wróciła do pracy.

         Niall zacisnął wargi w wąską kreskę. Skinął głową na pożegnanie, czego albo nie zauważyła, albo zignorowała, wstał z krzesła i wyszedł z pomieszczenia, wkładając całą swoją silną wolę w to, żeby nie trzasnąć drzwiami. Zbiegł po schodach do piwnicy budynku, chcąc jak najszybciej zająć się pracą, aby nie myśleć i tym, co zaszło minutę wcześniej. Dopiero w pomieszczeniu, wypełnionym rzędami szafek dla pracowników pozwolił sobie na okazanie wściekłości.

         Zaklął głośno i kopnął w metalowe drzwiczki o swojej skrytki przez co wygięły się lekko. Wydobył z kieszeni kluczyk i otworzył je, otwierając zamaszyście, przez co wydały głośny huk, uderzając o kolejne. Z nienawiścią przewiązał w pasie biały fartuch i zaciskając mocno szczękę zamknął zamek, udając się na główną salę klubu. Nie zwracając uwagi na fakt, że do jego zmiany pozostało jeszcze nieco ponad pół godziny, ku zdziwieniu Nathaniela, pracującego do południa, chwycił białą szmatę i okrągłą tacę i udał się do łóż z zamiarem wyczyszczenia kilku stolików. Obawiał się, że gdyby zaczął przyjmować zamówienia mógłby zacząć wyżywać się na Bogu ducha winnych klientach.

         Zaczął nieostrożnie układać szklanki na tacy, po chwili niemalże rzucając ją na siedzenia. Nie dbał o to, że może potłuc je wszystkie. Wiedział, że będzie stać go na to, aby później zapłacić za poniesione szkody. Musiał się jakoś wyładować na tej cholernej wydrze, a co lepiej ugodziło by ją jak nie zniszczenie kilku przedmiotów w jej ukochanym klubie? Zamaszyście i mało dokładnie wytarł blat, pozostawiając na szkle kilka smug. Modlił się w duchu, aby w niedalekiej przyszłości jakiś pijany nastolatek uderzył o niego głową i potłukł w drobny mak. Uśmiechnął się z zadowoleniem pod nosem, wyobrażając sobie tę scenę. O tak, na pewno długo zwlekałby z wezwaniem jakiejkolwiek pomocy.

— Horan pracujący poza godzinami pracy, no po prostu muszę to zobaczyć — blondyn zadrżał zaskoczony, kiedy do jego uszu dobiegł rozbawiony głos Davida. Uniósł wzrok na szatyna, mierząc go w odpowiedzi nienawistnym spojrzeniem, kiedy chłopak usiadł naprzeciwko niego, zakładając ręce za głowę. Uśmiechnął się do niego szeroko, wyraźnie zadowolony z tego, że może pożartować sobie z kolegi z pracy. — No powiedz co doprowadziło cię do takiego stanu, jestem cholernie ciekawy — zaśmiał się głośno, w ostatnim momencie unikając ścierki, którą Niall rzucił prosto w jego głowę.

— Dobrze ci radzę, Melville, jeżeli chcesz dożyć końca dnia, to daj mi spokój — warknął, podnosząc tacę z brudnymi szklankami, którą ułożył sobie na ramieniu. Cała złość zaczynała powoli z niego opadać i nie chciał dać się sprowokować kumplowi. Zamierzał jak najszybciej się uspokoić, aby wymyślić coś, dzięki czemu udałoby mu się zachować honor i nie zawieść przyjaciółki. — Jeżeli ci powiem, to odczepisz się w końcu ode mnie? — przewrócił oczami, odstawiając tacę na blat, przez co około szesnastoletnia dziewczyna, siedząca za barem podskoczyła i popatrzyła na niego zdziwiona. Zignorował ją, zaczynając wkładać naczynia do jednej z trzech zmywarek.

— Nie mogę obiecać, ale postaram się ciebie zrozumieć — skinął lekko, nie przestając obserwować nerwowych ruchów Horana. Z doświadczenia wiedział, że był on na ogół spokojnym człowiekiem i nawet natarczywi klienci nie byli w stanie doprowadzić go do furii, w jakiej zastał go tamtego dnia.

— To przez szefową — zaczął, urywając na chwilę w nadziei, że jednak nie będzie musiał się znów zdenerwować. Westchnął ciężko, zamykając na chwilę oczy. Kiedy otworzył je ponownie, zamknął zmywarkę i nastawił ją, stając na prostych nogach krzywiąc się, kiedy stawy w kolanach strzeliły mu nieprzyjemnie. — W ten piątek, znaczy jutro, przylatuje do mnie przyjaciółka z Londynu i byłem pięknie poprosić ją o dwa dni wolnego. Na początku było wszystko w porządku. Znaczy dla niej w porządku, ja chciałem uciec. Patrzyła na mnie jakbym obiecał jej co najmniej upojną noc, a potem powiedziała mi, że jeżeli chcę urlopu, to muszę z nią pójść na jakieś spotkanie z tą przyjaciółką, którą przyprowadziła parę razy kiedy rozpakowywaliśmy nowy towar. Jakieś przyjęcie czy szlag wie co, nie zainteresowało mnie to za bardzo, więc powiedziałem jej że wolałbym, żeby nasze relacje pozostały czysto zawodowe, a ta suka kazała mi iść do roboty bo jak nie, to mam jej zapłacić za strój roboczy i spierdalać — warknął cicho, wsadzając dłonie do kieszeni. Wypuścił powietrze ze świstem przez lekko rozchylone usta i skupił swój wzrok na blacie, dochodząc do wniosku, że ktoś powinien go w końcu wyczyścić.

         Przez dłuższą chwilę między kolegami panowała kompletna cisza. David chciał rzucić jakimś złośliwym komentarzem, jednak postanowił zostawić sobie to na później, kiedy przyjdzie do nich Arthur. Miał cichą nadzieję, że blondyn uspokoi się do tego czasu i sam będzie śmiał się z sytuacji, która miała miejsce. W końcu nie było się czym zbytnio przejmować, a Melville dobrze wiedział, że Niall i tak wyjdzie jakieś wyjście z sytuacji. W końcu praca u McColl nauczyła ich jak sobie radzić w życiu. I tak naprawdę była przydatna jedynie do tego.

— A nie znasz tutaj kogoś kto mógłby odebrać ją za ciebie? No wiesz, mówiłeś na przykład że dziewczyna, z którą mieszkasz jest całkiem w porządku — ciemnowłosy wzruszył lekko ramionami, opierając się biodrem o bar. Zignorował skąpo ubraną dziewczynę, która domagała się jakiegoś drinka i skupił całą swoją uwagę na chłopaku, błądzącego wzrokiem po pomieszczeniu. Ten skrzywił się mocno i pokręcił przecząco głową.

— Zamierzam odkładać ich spotkanie najdłużej, jak to tylko będzie możliwe. Powiedzmy, że zanim tu przyjechałem, namąciłem trochę w swoim życiu, a Jo była temu mocno przeciwna i jest gotowa wytłumaczyć Anabeth jak to naprawdę ze mną jest — westchnął ciężko, przewracając oczami. Kochał Josephine jak siostrę, jednak jej niewyparzony język działał mu czasami porządnie na nerwy.

— Nie rozumiem — Dav uniósł wysoko jedną brew i sięgnął po czystą szklankę, postanawiając w końcu zlitować się nad błaganiami dziewczyny. Spytał ją tylko o nazwę drinka i sięgnął po potrzebne składniki, zaczynając go przygotowywać. W dalszym ciągu ignorował ją jednak, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej od Nialla. Był prawdziwą plotkarą i przyznawał się do tego otwarcie, a słowa kumpla zainteresowały go dość mocno. — Co to znaczy, że namąciłeś sobie w życiu?

— Matko boska, David. Czy ty kiedykolwiek przestajesz zadawać pytania? — jasnowłosy wyrzucił ręce w powietrze. Odwrócił się, zerkając przez ramię, kiedy jedną dłonią zahaczył o kogoś. Jęknął zrezygnowany, dostrzegając Arthura. Wiedział, że teraz już nie miał nawet najmniejszej szansy na to, żeby jakoś wymigać się od tej dwójki. Lubił ich, owszem, jednak potrafili być denerwujący.

— Nie przestaje, z korzyścią dla mnie — zaśmiał się nowo przybyły, stając przodem do baru, po którym przesunął jedynie ścierką i przyjął kolejne zamówienie. Na zewnątrz zaczynało się ściemniać, co oznaczało, że do klubu przychodzić będzie coraz więcej gości, którymi oni będą musieli się zająć. — No opowiadaj, co takiego nawywijałeś, że te dwie nie mogą się spotkać. To na pewno było coś ciekawego, albo śmiesznego, a ja dzisiaj wstałem rano lewą nogą i z chęcią poprawię sobie humor.

— Nie wyjechałem z Londynu dlatego, że wyrzucili mnie ze studiów — zaczął wiedząc, że miganie się od rozmowy tylko przeciągnie ją do momentu, w którym pokłóci się z nimi, a oni i tak wyciągną z niego całą prawdę. Mimo wszystko, nie chciał robić sobie z nich wrogów, a i tak kłamstwo o jego homoseksualności zaczynało mu poważnie ciążyć. Miał już wszystkiego serdecznie dość i był gotowy wrócić z Jo na stałe do domu. — Znudziły mi się łatwe panienki na jeden raz, a że w stolicy wszyscy mnie znają, postanowiłem wyjechać do innego miasta. Padło na Cork, bo jestem Irlandczykiem, a to właśnie tutaj najpierw udało mi się załatwić umowę o pracę — przyciągnął sobie krzesło, którego używali do sięgania po alkohole z górnych półek i usiadł na nim, opierając tył głowy o szafkę za swoimi plecami. Zaczął obserwować pracę kolegów, nie mając nic lepszego do roboty. — Chciałem od razu zamieszkać z jakąś dziewczyną, a bałem się, że jeżeli napiszę to w ogłoszeniu, to wezmą mnie za jakiegoś gwałciciela czy coś, więc wymyśliłem w przypływie fantazji, że jestem gejem — zacisnął usta w wąską kreskę, przerywając swoją opowieść, kiedy oboje wybuchli głośnym śmiechem, niemalże zwijając się na podłodze. David rozlał alkohol, a Arthur wypuścił szklankę z gotowym drinkiem. Przynajmniej nie zareagowali jak Louis. Spuścił wzrok na myśl o przyjacielu. Miał cichą nadzieję, że jeżeli poprosi go o rozmowę, to ten mu nie odmówi. Źle potraktowali siebie nawzajem, a on chciał to naprawić za wszelką cenę.

— Ja nie wierze i jakaś laska się na to nabrała? Przecież ty co któryś wieczór wychodzić stąd z nową panienką, kiedy tylko masz lepszy humor — Melville teatralnie przesunął palcami po policzku, ścierając z niego łzy. Niall wzruszył obojętnie ramionami, układając skrzyżowane ręce za głową i wyciągając przed siebie nogi. Chciał im utrudnić przemieszczanie się za barem, to fakt.

— Starałem się dobrze udawać. Nie prowadziłem tych dziewczyn do swojego mieszkania, zawsze lądowaliśmy u nich, a kiedy Ana pytała się czy nie wróciłem do domu na noc, bo wylądowałem u jakiegoś przystojnego kolesia w łóżku, to nigdy nie odpowiedziałem przecząco ani twierdząco, zawsze dwuznacznie, a ona rozumiała to jak chciała. Z resztą wcale nie rozmawiamy często. Ostatnio przyszła do mnie schlana w nocy. Myślałem, że nie przeżyję. Miała na sobie tylko majtki i koszulę, a nie raz mieliście okazję widzieć ją tutaj z koleżankami. W dodatku przyssała się do mojego boku i powiedziała, że dobrze jest mieć przyjaciela geja. To była ciężka noc — zamknął oczy na samo wspomnienie półnagiego ciała współlokatorki obok siebie. Chyba to był jeden z tych dni, kiedy miał lepszy humor i zamierzał zaszaleć z jakąś równie ładną dziewczyną. — Zanim zacznie się pytać, napaleńce, Ana nie pociąga mnie w żaden sposób. Po prostu mój kutas dawno nie miał okazji do przelecenia jakiejś łatwej lali — David zerknął na niego ponad ramieniem, wciąż uśmiechając się szeroko.

— Albo po prostu lecisz na mój tyłek. No popatrz jaki jest jędrny i uwydatniony w tych dżinsach — chłopak zaczął poruszać biodrami, uginając lekko kolana. Blondyn otworzył jedno oko, szybko z powrotem opuszczając powiekę.

— Zaraz zwymiotuję, przysięgam — wymamrotał cicho pod nosem, ponownie zagłębiając się w swoich myślach. Zagryzł lekko wargę, oczami wyobraźni widząc siebie i Margie w łóżku w tej samej pozycji, w której musiał męczyć się kilka godzin z Vashchenko. — Kontynuując, bo za chwilę zrezygnuję i po prostu sobie stąd pójdę — odezwał się w końcu, kiedy rozporek zaczął uciskać mu nieprzyjemnie krocze. — Jutro przylatuje Jo i chce zabrać mnie z powrotem do domu. Mówiła coś o tygodniu, ale wiem że jak tam pojadę to już tu nie wrócę, a…

— A jest dziewczyna, która namieszała ci w głowie. Nie zaprzeczaj. Miałeś przed chwilą taki uśmiech, jakbyś zobaczył wielki talerz babcinego jedzenia po długiej głodówce — Arthur uniósł jeden kącik ust i nalał wody do szklanki, wrzucając do niego plasterek cytryny i kilka kostek lodu. Odczekał chwilę i wziął małego łyka. Teoretycznie nie wolno im było dotykać alkoholu i innych napojów do własnego użytku, jednak żaden z nich nie zwracał na ten zakaz większej uwagi. W klubie i tak było zbyt dużo ludzi, żeby kamery mogły uchwycić ostry obraz.

— Wcale nie zamierzałem zaprzeczać, ty nie dałeś mi dojść do słowa — zaprzeczył od razu, otwierając leniwie oczy. Wstał z krzesła i zaczął przyjmować zamówienia czując, że przez dalsze bezczynne siedzenie może nie wytrzymać i uśnie. — Owszem, jest jedna dziewczyna, która zwróciła na siebie moją uwagę i nie chciałbym tego zaprzepaścić — skinął lekko do chłopaka, podając mu zamówienie i przyjął od niego pieniądze, umieszczając je od razu w kasie.

         Ignorując kolejne pytania chłopaków odwrócił wzrok na sale, przeczesując ją znudzonym spojrzeniem. Miał tylko kilka godzin, aby wymyślić coś, dzięki czemu będzie mógł odebrać przyjaciółkę z lotniska i jednocześnie, żeby szefowa nie domyśliła się, że nie pojawił się w pracy. Co prawda nie powiedział chłopakom, że Blackwood przylatuje z samego rana, jednak on sam nie chciał zostawiać jej na pastwę losu, żeby wieczorem udać się do pracy. Zmrużył oczy, dostrzegając Henry’ego, czyszczącego stoliki. Uśmiechnął się szeroko, wychodząc zza baru, ku niezadowoleniu swoich pracowników, którzy najwyraźniej zauważyli, że blondyn bezczelnie ich zignorował. Jednak on zupełnie się nimi nie przejmował. Zauważył światełko w tunelu dla swojej beznadziejnej sytuacji i zamierzał z tego skorzystać.


NOWOŚĆ W SPRAWIE SERII TAJEMNICZYCH MORDERSTW W CORK!
Z dnia 29 na 28 maja bieżącego roku policja znalazła ciało około dwudziestopięcioletniego mężczyzny. Wszystko wskazuje na to, że morderstwa dokonała ta sama osoba, która – jak mniemaliśmy jeszcze zaledwie kilka dni temu, kiedy to miało miejsce przedostatnie już morderstwo – interesowała się jedynie blond-włosymi pięknościami, szwędającymi się nocą po ulicach miasta. Zwłoki denata były wręcz zmasakrowane! Policja nie chce odpowiadać na dokładniejsze pytania mediów, jednak jak doniósł mi mój zaufany informator, na jego skórze widniały liczne rany kłute, cięte i drapane, zadane tępym narzędziem, a w okolicy dało się wyczuć nieprzyjemny fetor benzyny, co – jak nieoficjalnie udało mi się dowiedzieć – jest znakiem rozpoznawczym naszego irlandzkiego szaleńca. Nie zdążył on jedynie puścić okolicy opuszczonej fabryki z dymem. Czy ktoś nakrył go na gorącym uczynku i będzie kolejną ofiarą?
Osobiście proponuję, aby funkcjonariusze zaczęli od dokładnego sprawdzenia szpitali psychiatrycznych w najbliższej okolicy Cork. Być może jednemu z pacjentów udało się jakoś przechytrzyć „czujnych” pielęgniarzy i teraz terroryzuje mieszkańców miasta.
Czekajcie na więcej świeżych informacji na temat ten oraz inne – już w niedalekiej przyszłości.
Wasza Legion.


— Ludzie są jednak idiotami — dziewczyna o rudych włosach powoli opuściła klapę laptopa, upewniwszy się najpierw że system został wyłączony i wsadziła go do czarnej torby. Z zadowoleniem uniosła spojrzenie na blondyna, przywiązanego do krzesła, stojącego naprzeciwko niej i zmierzyła go dokładnie, starając się zapamiętać każdy szczegół nagiej, dobrze wyrzeźbionej klatki piersiowej. Ułożyła nogi na biurku, krzyżując je w kostkach i rozsiadła się wygodnie w swoim fotelu. — Nie uważasz, Marcusie — uśmiechnęła się do niego lekko. Chłopak popatrzył na nią z przerażeniem, dostrzegając w jej zielonych oczach szaleństwo, jakiego nigdy wcześniej w życiu nie dane mu było zobaczyć. Bał się jej. Powaliła go i zdołała przytargać aż do opuszczonej fabryki niedaleko morza, o której pisała w artykule, którego nie omieszkała przeczytać mu na głos. Pisała o nim, wiedział o tym.

— Co ja ci zrobiłem, że chcesz mnie zabić? — spytał przerażonym głosem, czym wywołał jej głośny śmiech. Była wyraźnie rozbawiona zaistniałą sytuacją. Zdążył jej się przyjrzeć w czasie, kiedy stukała palcami po klawiaturze. Na pewno uznałby ją za piękną, gdyby jednocześnie nie była szalona. — Przestań się śmiać i mnie wypuść, niczego ci nie zrobiłem! Nawet nigdy wcześniej nie miałem z tobą do czynienia! Jesteś wariatką! Takich ludzi się zamyka! — chłopak zaczął szarpać się energicznie na wszystkie strony, kiedy rudowłosa podniosła się z krzesła i podeszła do niego wolnym krokiem. Miała na sobie czarne dżinsy i czarną, skórzaną kurtkę, spod której wystawał jedynie kaptur ciemno szarej bluzy. Na szyi dziewczyny dostrzegł drobny wisiorek w kształcie wiewiórki, wysadzany małymi kryształkami. Natomiast na lewej dłoni miała tatuaż o zaskakująco prostym wzorze — czarne pręgi; dwa u góry serdecznego palca, po jednym niedaleko paznokcia i u dołu środkowego i jeden na dole wskazującego.

— Bądź że mężczyzną, Marcus — wymamrotała pod nosem, opierając stopę między jego udami, a lewą dłonią, tej na której widniał tatuaż, oparła o krzesło za jego plecami. Potarła nosem o jego policzek, a na jej twarzy znowu pojawił się uśmiech zadowolenia. Przymknęła lekko oczy, przysuwając usta do ucha chłopaka. — Niektóre dziewczyny krzyczały ciszej od ciebie. Chcesz zejść z tego świata jako totalny mięczak? — zapytała cicho, czując satysfakcje z tego, że ciałem chłopaka wstrząsnęły dreszcze.

         Odsunęła się od niego i złapała obiema dłońmi za oparcie krzesła, ciągnąc go wraz z nim prosto w kierunku jednej z zardzewiałych, dawno nieużywanych maszyn. Blondyn natychmiast powrócił do szarpania się i wołania o pomoc, czym utrudnił jej nieco zadanie. Jednak dziewczynie podobało się to, że wciąż próbował walczyć. Zatrzymała się, włączając urządzenie, które zachrzęściło ruszając dopiero po chwili.

— Wiesz, co to jest Marcus? — odezwała się znowu, przekrzykując dźwięki wydawane przez machinę. — Ja ci wytłumaczę. Tutaj obrabiało się mięso. Jestem pewna, że zardzewiałe noże są tępe. Teraz muszę się tylko o tym przekonać na twojej skórze — zacisnęła zęby i z niemałym trudem wszarpała krzesło na taśmę. Pomachała chłopakowi i odsunęła się od niego, uważnie obserwując, jak mocnymi szarpnięciami jest ciągnięty w kierunku wirujących ostrzy. Jej usta drgnęły lekko, kiedy pełen bólu krzyk rozszedł się echem po opuszczonym, metalowym budynku, budząc ze snu kilka bezpańskich psów, nocujących w okolicy.

Jestem psychicznie chorą psychopatką, bo mogę.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

[02] Rozdział Drugi



The lies you succumb to
blissfully unaware
I don't know how you can't
see through my facade
~ Luca Megurine
"Lie"

         Upewniwszy się, że Anabeth śpi bezpiecznie w swoim pokoju, Niall opadł bezwładnie na łóżko, od razu chowając twarz w poduszce, którą objął ramionami. Zostawanie przez cały tydzień po godzinach mocno dało mu się we znaki. Bolały go wszystkie mięśnie i nawet najdrobniejsze kości. Pomimo bardzo dobrej formy spodziewał się, że już następnego dnia zakwasy nie pozwolą mu ruszyć się nigdzie dalej niż z pokoju do salonu. Właśnie dlatego, mimo wszystko, cieszył się że dziewczyna przyprowadziła swoje koleżanki i dała mu w ten sposób możliwość wcześniejszego wyrwania się z miejsca katorg, jak zwykł nazywać bar, w którym otrzymał zatrudnienie.

         Na całe szczęście sobota była jedynym dniem wolnym w jego monotonnym tygodniu. Mógł wtedy robić to, co sprawiało mu przyjemność i co naprawdę lubił; przeznaczyć czas na swoje hobby i oddać się im w pełni, dzięki czemu zyskiwał siłę i energię na kolejne dni ciężkiej pracy. Niestety, tylko teoretycznie... W praktyce zazwyczaj kończyło się na załatwianiu zaległych rachunków, o których przypomniał sobie po otworzeniu koperty z upomnieniem w środku, chodzeniu do sklepu po zakupy na kolejne sześć dni i kilkugodzinnym odsypianiu zarwanych przez pracę nocy. Czas na przyjemności ograniczał się przez to jedynie do przeczytania jakiejś taniej gazety, którą Anabeth bardzo często przynosiła z osiedlowego kiosku, albo obejrzenia nudnego filmu, który powtarzali w telewizji co tydzień.

         Uniósł zdziwiony głowę, kiedy łóżko obok niego zafalowało mocno pod wpływem czyjegoś ciężaru. Zamrugał szybko, chcąc upewnić się, że nie zdołał jeszcze zasnąć i że Ana, leżąca obok niego na pozwijanej kołdrze, to nie wytwór wyobraźni czy figle, płatane przez przemęczony zmysł wzroku. Już na pierwszy rzut oka można było dostrzec, że dziewczyna ostro zaszalała na imprezie z przyjaciółkami, nie szczędząc sobie przy tym prawdopodobnie alkoholu. Wciąż miała na sobie białą, mocno prześwitującą koszulę, rozpiętą do połowy i przekręconą tak, że doskonale można było zobaczyć połowę czarnego, koronkowego i bardzo pociągającego stanika. Jedynym, czego się pozbyła, były skórzane spodnie, dzięki czemu Niall miał idealny widok na mocno wycięte majtki od kompletu i długie nogi, posiniaczone w kilku miejscach. Strój szatynki skutecznie pobudził mu wybujałą wyobraźnię, która - na nieszczęście chłopaka - miała ogromne pole do popisu. Blondyn poczuł, jak na jego policzkach pojawiają się dwa, ciepłe rumieńce. Dziękował w duchu wszystkim świętością za to, że w pokoju panowała kompletna ciemność, zaburzana raz na jakiś czas przez przejeżdżający samochód i nie zanosiło się na zmianę tej sytuacji. Co prawda widział już dość sporą ilość dziewczyn nago, jednak brak jakiegokolwiek kontaktu z nimi przez ostatnich kilka tygodni z powodu kompletnego braku czasu sprawił, że nie mógł pozostać obojętny na wdzięki pijanej Vashchenko. A zdecydowanie miał na co popatrzeć.

— Niall błagam, ratunku — jęknęła cicho, przysuwając się bliżej niego, kiedy spróbowała zmienić pozycję na wygodniejszą. Ciche sapnięcie, które opuściło jej usta utwierdziło go w przekonaniu, że starania spełzły na niczym i wciąż musiała męczyć się przez niekomfortowe ułożenie ciała. — Mam w ustach Saharę, a lodówka jest tak cholernie daleko stąd, przynieś wody — wymamrotała pod nosem i ułożyła zgiętą rękę na oczach. Horan, czując w tym swoją ostatnią deskę ratunku, od razu podniósł się z posłania i szybkim krokiem, nie zamierzając w jakikolwiek sposób oponować, przeszedł do salonu. Podszedł do lodówki, z której wyjął butelkę wody mineralnej, aby po chwili odkręcić ją i pociągnąć mocnego łyka. Poczuł nieprzyjemną falę zażenowania. Nie powinien tak zareagować na widok swojej półnagiej współlokatorki. W ogóle nie powinno dochodzić do takich sytuacji. Anabeth nie była pierwszą lepszą dziewczyną, a on dla niej gejem i tak miało pozostać. Przynajmniej jeszcze przez jakiś czas.

         Odetchnął cicho, po czym wrócił do swojego pokoju, rzucając plastikowy przedmiot na łóżko zaraz obok na wpół śpiącej dziewczyny. Wyjął z szafy dresowe spodnie, po czym zerknął na ciemnowłosą przez ramię, nie mogą się przed tym powstrzymać. W końcu był tylko młodym, zdrowym mężczyzną. Nic dziwnego w tym, że lubił patrzeć na ładną dziewczynę. Tak przynajmniej próbował wytłumaczyć sobie swoją, wręcz absurdalną, reakcję.

— Idę wziąć prysznic, a ty lepiej idź się do siebie połóż — wymamrotał pod nosem, po czym przeszedł do łazienki, zamykając się w niej od środka. Odetchnął cicho, opierając się plecami o zamknięte drzwi. To było zbyt wiele, nawet jak na jego samoopanowanie, nad którym pracował przez wiele lat. Inaczej miałby zupełnie innych przyjaciół.

         Przełknął głośno ślinę, kręcąc głową. Emocje powoli opadły, a on poczuł, że wraca do niego zdolność panowania nad własnym ciałem. Musiał jeszcze tylko doprowadzić swój umysł do w miarę trzeźwego stanu. Nie wierzył, że współlokatorka tak łatwo wróci do swojej sypialni. Była pijana i ledwo chodziła.

         Westchnął ciężko, uświadamiając sobie, że tamtej nocy miał wyjątkowo nie spać zupełnie sam. Z jednej strony cieszył się z tego powodu, jednak z drugiej był przerażony tym, jak się to wszystko miało skończyć. Nienawidził niewiedzy. Powodowała nieprzyjemne lęki, siedzące w jego głowie, które zawsze źle się dla niego kończyły, jeżeli w odpowiednim momencie nie udało mu się ich od siebie odrzucić.

         Rozebrał się i wolnym krokiem podszedł do kabiny prysznicowej. Rozebrał się powoli, chcąc jak najdłużej przeciągnąć swój pobyt w łazience w nadziei, że jakkolwiek mu to pomoże, odkręcił kurek z zimną wodą i nie znajdując innego rozwiązania, wszedł pod lodowaty strumień, krzywiąc się mocno.


     Po szybkim prysznicu ubrał się w dresowe, wygodnie spodnie, które zabrał ze sobą i wrócił do pokoju. Odetchnął cicho. Co prawda Anabeth w dalszym ciągu zajmowała dość sporą część jego łóżka, jednak na całe szczęście założyła na siebie koszulkę, która wcześniej prawdopodobnie spoczywała na krześle stojącym przy biurku. Jej biała leżała zwinięta w kłębek w jednym z kątów pomieszczenia. W dalszym ciągu nie odpowiadało mu to, że ma idealny widok na osłonięte stosunkowo niewielką ilością materiału pośladki Any, ale nie zamierzał narzekać. W końcu lepsze taka sytuacja, niż poprzednia.

         Podszedł wolnym, niepewnym krokiem do posłania i zmęczony kilkunastogodzinnym dniem opadł na nie, od razu przytulając się z powrotem do swojej poduszki. Otworzył szeroko oczy, czując jak Vashchenko przysuwa się do niego, by po chwili objąć go ramieniem na wysokości żeber i głowę na plecach pomiędzy łopatkami. Ledwo powstrzymał cichy jęk, kiedy otarła się o jego skórę na udzie, swoją nogą. Naprawdę myślał, że jej sprawę będzie miał już z głowy. Nie miał siły ani chęci na dalszą walkę z własną anatomią.

— Jak dobrze mieć znajomego geja, kiedy trzeba się do kogoś przytulić — westchnęła cicho, przyciskając piersi do jego ciała. Poczuł na wyjątkowo wrażliwej skórze, jak kąciki jej ust unoszą się nieznacznie w błogim uśmiechu. Opuścił powoli powieki, wbijając palce w miękki materiał. Odliczył powoli od dziesięciu w dół, wypuścił powoli powietrze z płuc, nie chcąc wzbudzić żadnych podejrzeń współlokatorki, po czym spróbował zasnąć, co przyszło mu z niemałym trudem.


         Zmarszczył brwi, kładąc sobie małą poduszkę na twarzy, kiedy nad ranem do jego uszu dotarły stłumione przez zamknięte drzwi, aczkolwiek w dalszym ciągu dość głośne, kobiece głosy, ewidentnie toczące batalię o to, która z ich właścicielek zdoła przekrzyczeć tę drugą. Z jego gardła wydobyło się przeciągłe jęknięcie, wyrażające głębokie niezadowolenie. Nie miał szans na to, aby ponownie udało mu się zasnąć, chociaż wciąż naprawdę tego potrzebował. Nie chciał przez cały dzień wyglądać jak cień własnego siebie, co i tak zdarzało mu się zbyt często w ostatnim czasie. Czasami nawet jego współpracownicy kazali mu na siebie uważać. Jeden z nich, Bill, posunął się nawet do stwierdzenia, że powinien jak najszybciej udać się do lekarza i zażądać od niego kilkudniowego zwolnienia, jednak Niall tego nie chciał. Wolał pracować i wychodzić codziennie z domu z nadzieją, że gdzieś po drodze spotka swoją wybrankę serca. Nie chciał nawet dopuszczać do siebie głosu rozsądku, mówiącego o tym jak w beznadziejnej sytuacji się znajdował. W końcu z jaką inną dziewczyną może mieć do czynienia w klubie nocnym niż taka na jedną, często bardzo szybką, noc?

         Zdjął niechętnie jaśka z oczu i otworzył je powoli, wodząc przez chwilę wzrokiem po  białym suficie, aby przyzwyczaić się do jasnego światła, prześwitującego nawet przez grube, ciemne zasłony. W takich momentach jak ten miał ochotę rzucić wszystko w cholerę i wrócić do domu, a zaraz potem na studia, aby zdobyć porządny zawód i rozpocząć staż w firmie, w której ojciec miał odpowiednie znajomości, aby nie musiał na niego zbyt długo czekać. Zdecydowanie nauczył się, że do pieniądza należy mieć szacunek. Cieszył się niepomiernie, że posiadał dodatkowe środki na koncie, wysyłane co miesiąc przez matkę. Szczerze współczuł ludziom, którzy musieli pracować tak jak on. Od rana do wieczora, przez praktycznie cały tydzień z małymi przerwami na jedzenie i powierzchowne zregenerowanie sił. A i tak to nie wystarczało. Nie raz korzystał z zapasu pieniędzy. Inaczej musiałby podjąć się jeszcze jednej dorywczej pracy, jak roznoszenie ulotek, a tego już nie byłby w stanie wytrzymać.

         Od rychłego powrotu do stolicy Zjednoczonego Królestwa wciąż powstrzymywało go jedynie to, że w dalszym ciągu nie udało mu się trafić na żadną dziewczynę, godną uwagi, która zainteresowałaby się nim ze wzajemnością - temat ten wałkował w swojej głowie nieustannie, nie mogąc od siebie odgonić niepożądanych myśli. Po każdym takim zwątpieniu obiecywał sobie, że to wszystko już niedługo się skończy; że przecież gdzieś w Cork musi być kobieta, która idealnie wpisywałaby się w jego schemat wymarzonej wybranki serca. A jeżeli nie, to przecież miał przed sobą cały świat... Ale czy aby na pewno wystarczyło mu na to sił i samozaparcia? No cóż, przynajmniej tym razem nie obudził się przez niezasunięte zasłony.

         Wstał zrezygnowany z łóżka i pościelił je szybko. Chciał dowiedzieć się kto cały czas podnosi głos. Nie mógł już dłużej znieść tych nasilających się nieustannie krzyków. Uchylił okno, po czym otworzył drzwi i wszedł do salonu, gdzie znajdowały się trzy dziewczyny. Skłamałby, gdyby powiedział, że zdziwił go taki widok. Gdzieś w głębi umysłu nawet się tego spodziewał. Tak jak tego, kto był głównym sprawcą tego całego zamieszania.

         Kendall i Anabeth stały na środku pomieszczenia, wymachując energicznie rękami na wszystkie strony. To właśnie one kłóciły się, co chwilę rzucając pod adresem drugiej wiązankę mało wybrednych epitetów. Niall był szczerze zdziwiony, że stojący pod ścianą telewizor, który znajdował się w ich zasięgu, przetrwał jeszcze bez najmniejszego zarysowania. Liczył na to, że tak właśnie pozostanie. Długo musiał tłumaczyć swojej współlokatorce, że by pewien tego, że stać go na dodatkowe raty, a na pewno przyda im się lepszy model. Przesunął wzrok na przeciwko, gdzie na kanapie na wpół siedziała, na wpół leżała w wygodnej pozycji Margaret i ignorując kłótnię przyjaciółek, pisała coś na telefonie. Chłopak uniósł wysoko brew, zauważając że trzyma w dłoniach najnowszy model telefonu Apple'a. Nie chciał być niemiły czy arogancki, jednak nie podejrzewał, że Ana miała koleżanki z bogatych rodzin. W końcu sam obracał się w towarzystwie podobnych ludzi i wiedział, z jakimi konsekwencjami się to wiąże.

         Horan automatycznie poprawił na sobie dresy, w których spał, zawiązał mocniej sznurek, aby ponownie nie zsunęły mu się z bioder i podszedł do kanapy, siadając na niej obok dziewczyny, zwracając na siebie jej uwagę. Ta natychmiast zabrała nogi i schowała komórkę do kieszeni. Uśmiechnęła się do niego przyjaźnie na przywitanie, co on bez zawahania odwzajemnił. Owszem, był zdziwiony, że na jego towarzystwo nie zareagowała tak jak dzień wcześniej - ognistym rumieńcem. W końcu nie miał na sobie koszulki, a to dość często onieśmielało płeć przeciwną. Szybko jednak domyślił się, że musiała dowiedzieć się o  drobnym kłamstwie, jakie wpuścił do swojego życia kilka miesięcy wcześniej. Powstrzymał ciche westchnienie rezygnacji, które spowodowało wielką, nieprzyjemną gulę w jego gardle.

— Powiesz mi, o co im poszło? — zapytał, wracając wzrokiem do dwóch przyjaciółek, które stały niebezpiecznie blisko siebie. Przez chwilę miał wrażenie, że z każdym wyzwiskiem przysuwają się do siebie coraz bardziej. — Chciałbym wiedzieć, czemu nie miałem dzisiaj szans na chociażby odespanie wczorajszej nocy — uniósł dłoń i podrapał się palcami po brodzie, na której widniał już kilkudniowy zarost. Musiał się ogolić.

— Sobie samemu — zaśmiała się cicho, zakładając kilka niesfornych kosmyków włosów za ucho, aby przestały wpadać jej do oczu. Wyjrzała za okno, po czym wróciła wzrokiem do jasnowłosego. — Znalazłyśmy dzisiaj ciebie i Anabeth w jednym łóżku, w dodatku miała na sobie tylko twoją koszulkę i majtki. Masz szczęście, że zdążyłam złapać Kendall zanim rzuciła się na ciebie, a nie na nią — uśmiechnęła się lekko, spuszczając wzrok na telefon, który wyjęła z kieszeni zaraz po tym jak zawibrował informując dziewczynę o nowej wiadomości. Odpisała na nią szybko, by następnie znów schować go z tyłu spodni. Niall zmarszczył nos, przez co między jego brwiami powstała zmarszczka.

— Kiedy to ona do mnie przyszła — mimowolnie zaczął się tłumaczyć. — Była tak zalana, że nawet nie dała rady iść do kuchni po butelkę wody, miałem ją zostawić samopas? Naprawdę Kendall wolałaby, żebym po prostu wyrzucił ją z pokoju i kazał do siebie więcej nie wracać, zamiast po ludzku pomóc? — skrzyżował ręce na klatce piersiowej, kręcąc głową z dezaprobatą. — Czasami powinna więcej zastanawiać się zanim coś zrobi, bo wcale nie jest najmądrzejsza na świecie — wymamrotał rozeźlony pod nosem. Podniósł się zdenerwowany z kanapy i szybkim krokiem wrócił do swojego pokoju, mocno trzaskając za sobą drzwiami. Odrobina dobrego humoru, która pojawiła się po zobaczeniu Margaret zniknęła w momencie.

         Tak naprawdę nie wiedział, dlaczego zareagował aż tak impulsywnie. Zazwyczaj udawało mu się panować nad emocjami, a kłótnie z blondynką były tylko niedogodnością, którą czasami potrafił sprowadzić do chwilowej, znikomej rozrywki. Może dlatego, że tamtym razem dziewczyna przesadziła. Nie miała prawa oskarżać go o to, że wykorzystał pijaną kobietę. Nie był zboczeńcem - matka wychowała go na porządnego człowieka, umiał się z nimi obchodzić o czym mógł świadczyć, że ani raz nie podniósł na blondynkę chociażby ręki, a nie jeden raz miał ku temu chęć i okazję. Poza tym, to kobiety pchały mu się do łóżka. On nigdy nie musiał ich zapraszać i nie zamierzał tego robić. Wystarczyło mu to, co miał.

         Zdjął z siebie dresy razem z bokserkami, przebierając je na świeże, po czym złożył na siebie pierwsze lepsze dżinsowe spodnie, czarny T-shirt oraz sportowe buty, sznurując je mocno. Wsunął portfel do tylnej kieszeni spodni, otwierając nerwowym ruchem drzwi pokoju na oścież. Musiał wynieść się z tego miejsca zanim pozwoliłby sobie na zrobienie czegoś, czego mógłby żałować przez bardzo długi czas. Uniósł wysoko brew, kiedy zauważył Margaret, opierającą się plecami o drzwi łazienki. Myślał, że nie odezwie się do niego więcej za to, jak wypowiedział się o jej przyjaciółce.

— Nie wiem, gdzie idziesz, ale błagam cię. Zabierz mnie ze sobą. Jeszcze chwila i te furiatki zaczną rzucać w siebie sprzętem, a ja nie zamierzam na to patrzeć — odepchnęła się lekko, stając prosto. Wsadziła dłonie do kieszeni bluzy, nie spuszczając z niego wzroku. Zmierzył ją uważnym spojrzeniem. Nie miał przecież nic do stracenia, a towarzystwo mogło mu wyjść na dobre. Ostatnio zbyt wiele czasu spędzał sam ze sobą, a nie chciał w końcu zupełnie odizolować się od ludzi i społeczeństwa.

         Niall nic nie odpowiedział, a jedynie skinął twierdząco głową, zgadzając się w ten sposób na jej prośbę i wyszedł z mieszkania, przepuszczając dziewczynę w przejściu. Kątem oka zauważył, że spięła się nieznacznie na jego reakcję. Prawdopodobnie pomyślała, że zgodził się jedynie z grzeczności, chociaż prawda była zupełnie inna. Nie miał jednak w tamtym momencie ochoty, aby tłumaczyć swojego zachowania. Postanowił później przeprosić. Jakąś kawą, albo czymś innym...


         Przez pierwsze kilkanaście minut szli w nieprzyjemnej ciszy. Szatynka, trzymając głowę dość nisko opuszczoną, przez co włosy zasłoniły jej poliki, zajęła się kopaniem niewielkiego kamienia, który raz na jakiś czas uderzał o nogi przypadkowych przechodniów. Niektórych doprowadzała tym do oburzenia i kilku dość nieprzyjemnych określeń pod swoim adresem. Jedna matka zrugała ją za to, że jej dziecko się rozpłakało. Jednak zdecydowana większość ignorowała ją i po prostu szła dalej, nie odwracając nawet uwagi od tego, czym się zajmowali.

         Niall był zdziwiony zachowaniem swojej towarzyszki. Po dwóch czy trzech spotkaniach, do jakich doszło między nimi w przeszłości, zdążył zauważyć, że była dość nieśmiałą osobą i starała się unikać kontaktów z nieznajomymi. Przynajmniej tak mu się wydawało, kiedy wpadła na niego w salonie i zaczęła się jąkać, przepraszając go nieudolnie, czy kiedy starała się nieudolnie zapanować nad pijanymi przyjaciółkami, które przyprowadziła do klubu. Uśmiechnął się pod nosem, przypominając sobie jak uroczo w tamtych momentach wyglądała.

         Śmiejąc się cicho - nawet nie zauważył ,kiedy jego wisielczy humor na powrót zdołał się polepszyć - złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie, kiedy zamyślona nie zauważyła, że za kilka kroków wejdzie prosto w słup znaku drogowego. Zdezorientowana podniosła na niego wzrok, po chwili odwracając się za siebie. Speszona odsunęła się nieznacznie w bok, zabierając w ten sposób ramię z niemocnego uścisku dłoni blondyna.

— Dzięki, sierota ze mnie — powiedziała cicho pod nosem, skopując kamień na trawnik. Rozejrzała się po chodniku i wsunęła włosy za uszy, prostując plecy. — Mam wrażenie, że coś do mnie mówiłeś, ale się zamyśliłam — dodała po chwili, nawet przez chwilę nie skupiając na nim wzroku. Horan oblizał czubkiem języka usta, dostrzegając na policzkach dziewczyny delikatne rumieńce. Pokręcił z rozbawieniem głową, przenosząc spojrzenie na drogę przed nimi. Podobało mu się to, że wróciła nieśmiała Margie, chociaż nie potrafił wytłumaczyć tego w żaden sposób.

— To nie ja, to ludzie którzy zebrali od ciebie tym kamieniem po nogach — zaśmiał się, wyciągając z kieszeni telefon, aby sprawdzić godzinę. W niedzielę jego zmiana zaczynała się o trzeciej rano, dlatego chciał wrócić do domu o wczesnej godzinie, aby móc odespać jeszcze trochę czasu. — Ale nie przejmuj się, nikt nie chciał nic konkretnego. Tylko trochę ponarzekać — dodał po chwili, wzruszając lekko ramionami.

— Nie obchodzą mnie oni, niech sobie gadają — powiedziała cicho, czym po raz kolejny tego dnia szczerze zdziwiła chłopaka. Chociaż sam nie wiedział dlaczego. W końcu w ogóle jej nie znał, dlatego nie powinien przyczepiać jej żadnej łatki. — Nie ważne. Jeżeli chcesz już wracać do domu, to powiedz. Zadzwonię do dziewczyn i jakoś je stamtąd wyciągnę — Horan od razu pokręcił przecząco głową. Zakręcił w jedną z uliczek, postanawiając zabrać Margaret na coś do jedzenia. W końcu mieli porę obiadu, a on sam był naprawdę głodny. Ostatnimi czasy jadał dość mało i nieregularnie, co doprowadziło do spadku jego wagi.

— Skąd taki pomysł? Nie powiedziałem, że chcę wracać — powiedział, zatrzymując się na czerwonym świetle. Korzystając z okazji odwrócił głowę w kierunku ciemnowłosej i zmierzył ją uważnym spojrzeniem, oceniając mimowolnie jej ubiór. Miała na sobie obcisłe spodnie i luną koszulkę na ramiączkach, a na nią narzuconą cienką bluzę. — Planuję zabrać cię w jedno miejsce. Na pewno ci się spodoba.

         Margie pokiwała jedynie głową, po chwili z powrotem spuszczając wzrok na swoje trampki. Niall wsadził dłonie do kieszeni spodni i nie próbował po raz kolejny rozpocząć rozmowy. Mieli jeszcze przecież na nią czas, a nie chciał, aby była nieprzyjemna.


— Zajmij nam jakieś miejsce, zaraz do ciebie przyjdę — rzucił, podchodząc do niewielkiego stolika, znajdującego się w kącie pomieszczenia, zaraz przy oknach. Kątem oka zauważył jak dziewczyna podchodzi do miejsca w drugim końcu sali. Uśmiechnął się pod nosem, zdając sobie sprawę z tego, że niewiele brakowało jej do tego, w którym lubił siedzieć najbardziej.

         Wystrój restauracji był utrzymany w stonowanych odcieniach beżów i brązów. Jedynie jedna ściana - za ladą i sufit zostały pomalowane na biało. Pozostałe miały odcień palonej kawy, a na nich wiły się jasne, kwiatowe wzory. W całym pomieszczeniu wisiało kilka obrazów i luster, a na parapetach i stolikach z ciemnego drewna, przyozdobionych również białymi serwetkami, stały niewielkie doniczki z kolorowymi kwiatami. Wydawało mu się, że są to storczyki, jednak nie miał pewności. Zupełnie nie znał się na kwiatach.

         Chwycił dwie, pojedyncze, zalaminowane kartki i przysiadł się do niej, od razu oddając jej jedną. Dziewczyna posłała mu lekki uśmiech, by następnie związać włosy w kucyka i zająć się kartą dań. Blondyn położył swoją na przeciwko siebie, doskonale wiedząc co chce zamówić. Zaczął się za to przyglądać Margaret, która wydawała mu się niezwykle fascynująca, kiedy marszczyła nos zastanawiając się pewnie nad tym, na co ma ochotę.

         Zupełnie nie wpisywała się w typ dziewczyn, które dotąd go interesowały. Przede wszystkim wolał takie z jaśniejszymi włosami. Jednak musiał to być zupełnie naturalny blond, a nie taki jak u Kendall - z rozjaśnianymi pasmami. Strój Maggie również nie odzwierciedlał sposobu ubierania się, na jaki zazwyczaj zwracał uwagę. Podobały mu się niezbyt krótkie spódniczki i szpilki, a Margie widział w nich tylko raz, zupełnie spanikowaną i starającą się zapanować nad przyjaciółkami. Nie wyglądała seksownie. Kojarzyła mu się raczej w tamtym momencie ze swojego rodzaju, dość śmiesznym bałaganem.

— Gapisz się — zamrugał szybko, wyrwany z zamyślenia przez cichy głos swojej towarzyszki. Popatrzył na nią znowu, zauważając że ona również skupia na nim swój wzrok. Uśmiechnął się do niej lekko, podpierając brodę na dłoniach. — O czym przed chwilą myślałeś? — zapytała, odkładając kartkę na bok. Przechyliła lekko głowę, przez co kucyk zsunął jej się po prawym ramieniu.

— O tym jak wparowałaś z koleżankami do klubu, w którym pracuję — uśmiechnął się pod nosem, zadowolony z tego, że udało mu się doprowadzić do kolejnych rumieńców na twarzy dziewczyny. Odwróciła wzrok, wyglądając za szybę. — Ej, nie przejmuj się, wyglądałaś naprawdę uroczo, kiedy zupełnie nie wiedziałaś co ze sobą zrobić — zaśmiał się, zerkając kątem oka na kelnerkę, która przyszła po ich zamówienie. — Dwa razy naleśniki z serem i kompot malinowy — rzucił, nie pytając Margaret o zdanie. Nie zaprotestowała jednak. — Wisisz mi przysługę, zdajesz sobie z tego sprawę? Będę musiał odrobić te dwie godziny — uniósł wysoko brew. Ciemnowłosa przewróciła oczami, w dalszym ciągu przyglądając się temu, co działo się za oknem.

— Mogłam się tego spodziewać. Po cichu liczyłam jednak na to, że geje są milsi dla dziewczyn — zdublowała jego ruch, również unosząc jedną brew. Niall uśmiechnął się pod nosem. — Co chcesz w zamian za pomoc mi w dostarczeniu mojej przyjaciółki w jednym kawałku do domu?

— Jeszcze nie wiem, ale obiecuję że dowiesz się w najbliższym czasie — odparł po chwili zastanowienia. Musiał dobrze przemyśleć sprawę. W końcu miał jedyną i niepowtarzalną okazję do zbliżenia się do dziewczyny, która nie rzuciła się na niego jak na kawałek mięsa przy pierwszym spotkaniu. Przynajmniej nie świadomie i nie w taki sposób, który go odrzucał.


         Obiad zjedli w milczeniu. Niall nie miał już pomysłu jak mógłby rozpocząć rozmowę, a i Margie nie wyglądała na zbyt rozmowną. Zastanawiał się czy to przez to, że wspomniał o przysłudze za pomoc. Nie chciał jednak w to wierzyć. Dziewczyna nie wyglądała na taką, która mogła by się obrazić za coś podobnego. Wręcz przeciwnie. Jej mina wskazywała na to, że była zupełnie przygotowana na takie zagranie z jego strony. Poza tym nie trudno było się domyślić, że żartował. W końcu cały czas uśmiechał się, kiedy o tym do niej mówił.

         Kilka razy podczas posiłku przyglądał jej się badawczym wzrokiem. Nie chciał, żeby była na niego obrażona. Mimo wszystko zaintrygowała go swoją, dość tajemniczą osobą i miał nadzieję, że uda mu się do niej w jakiś sposób zbliżyć. Może nawet liczył po cichu na coś więcej. Może gdzieś w głębi ducha czuł, że to właśnie po nią przyjechał do Cork? Bardzo by się z tego ucieszył. Miał już serdecznie dość bezskutecznych poszukiwań, które nie raz psuły mu doszczętnie nastrój. Nie pozostawało mu niestety nic innego, jak oczekiwanie na to, co zdarzy się z czasem i jak pokieruje nim los.


         Po wyjściu z restauracji od razu skierowali się do mieszkania, które dzielił z Anabeth. W czasie, który spędzili w ciepłym i przyjemnym pomieszczeniu, na zewnątrz rozpętał się nieprzyjemny, silny wiatr. Dziewczyna skrzywiła się,  kiedy jej włosy uderzyły ją prosto w twarz. Niechętnie zebrała je w kucyk i związała frotką, która do tego momentu spoczywała na jej nadgarstku i od razu naciągnęła na głowę kaptur. Niall zaśmiał się cicho, widząc zachowanie swojej towarzyszki, czym od razu spowodował jej morderczy wzrok, skierowany prosto na jego skromną osobę. Uniósł ręce w geście obronnym, jednak uśmiech cały czas gościł na jego twarzy. Dziewczyna wymamrotała pod nosem kilka, tylko sobie zrozumianych słów, ponownie ruszając przed siebie. Horan przygryzł przez chwilę wargę, patrząc na plecy Margaret, a po chwili zastanowienia dogonił ją bez najmniejszego problemu, chociaż swoim szybkim krokiem ewidentnie starała się mu to utrudnić.

— Nie bocz się, przecież nic nie zrobiłem — zaśmiał się, obejmując ją ramieniem. Nic nie powiedział, ale i nie przestał się uśmiechać, kiedy odsunęła się od niego jak oparzona. Pospieszył się i miał tylko nadzieję, że uda mu się to szybko odkręcił. Nie zamierzał się jednak zbyt szybko zrażać swoją małą porażką. — Pewnie nie wiesz, czy te dwie furiatki są jeszcze w domu — powiedział szybko, nie chcąc dopuścić do nieprzyjemnej i niezręcznej ciszy, jaka się szykowała. Dziewczyna pokręciła energicznie głową.

 — Ale wiem, że już na pewno przestały się kłócić. Kendall i Anabeth nie raz już przez to przechodziły i z doświadczenia wiem, że takie wymachiwanie rękami szybko im się nudzi. Uwierz mi, że gorzej by było gdyby przechodziły przez niemą bitwę na spojrzenia — zaśmiała się cicho, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech na samo wspomnienie o najlepszych przyjaciółkach. — A jak to jest z twoimi przyjaciółmi, mają jakieś dziwne przyzwyczajenia i zwyczaje? — zapytała go nieoczekiwanie. Popatrzył na nią zdziwiony. Nie podejrzewał, że będzie chciała prowadzić z nim dłuższą rozmowę. W końcu cały czas to tylko on zadawał pytania. Szybko jednak zreflektował się, a na jego twarz powrócił szeroki uśmiech.

— Owszem — skinął lekko, wyciągając na chwilę dłoń z kieszeni, żeby nacisnąć przycisk i zatrzymał się, czekając na to aż światło zmieni kolor z powrotem na zielone. — Moja najlepsza przyjaciółka chodzi na długie spacery w największe ulewy. Zakłada na siebie foliowy płaszcz i łazi w te i z powrotem po dzielnicy, wmawiając wszystkim, że "się oczyszcza" — chłopak zrobił palcami cudzysłów w powietrzu, przerywając na chwilę swoją wypowiedź, kiedy przeszkodził mu śmiech, którego nie był w stanie powstrzymać, widząc przed oczami Jo, walczącą z folią za każdym razem, gdy wieje mocniejszy wiatr. Wziął głęboki oddech, chcąc nad sobą zapanować i kontynuował po chwili. — A prawda jest taka, że tylko wtedy może pobyć sama i nie znosić swojego młodszego rodzeństwa - ruszył ponownie w kierunku mieszkania, kiedy pozwoliła im na to sygnalizacja świetlna. Margaret uśmiechnęła się lekko, patrząc przed siebie.

— Twoja przyjaciółka mieszka w Cork? Jeżeli nie chcesz, nie musisz odpowiadać. Nie chcę być natarczywa czy coś, po prostu jestem ciekawa — wymamrotała szybko, kiedy tylko dotarło do niej, że jej towarzysz może uznać ją za nazbyt ciekawską. Dopiero co go poznawała i nie chciała go do siebie zrazić. Tak przynajmniej chciał myśleć Niall. Otworzył wejście na klatkę schodową za pomocą kodu i przepuścił ją w drzwiach jako pierwszą. Poczekał aż wejście się zablokuje i zaczął wchodzić po schodach, doganiając po chwili ciemnowłosą.

— Nie mieszka tutaj. Jest z Londynu i prawdę mówiąc ja również stamtąd przyjechałem do Irlandii — powiedział szybko, wymijając jedną ze starszych sąsiadek, która schodziła powoli ze swoim psem na rękach. Kobieta nigdy nie pałała do niego zbytnią sympatią pomimo tego, że on starał się być dla niej zawsze uprzejmy. Szybko jednak zrezygnował wiedząc, że jego dobre chęci w tym przypadku były niewystarczające. — Zostawiłem tam wszystkich znajomych, a tutaj praktycznie nie mam czasu, żeby poznać kogoś nowego. Cały swój czas poświęcam na pracę, a kiedy już jestem w domu i mam chwilę dla siebie odsypiam nocne zmiany — wzruszył lekko ramionami, wchodząc do wnętrza mieszkania. Zdjął z siebie bluzę i buty, odkładając wszystko na miejsce. Anabeth poprosiła go, żeby starał się raczej utrzymywać porządek, przynajmniej w korytarzu, kuchni i w salonie. A jemu to nie przeszkadzało; sam nie lubił mieszkać w bałaganie.

— To dość przykre — stwierdziła dziewczyna, zerkając na niego przez ramię. — Ja na twoim miejscu wolałabym zostać w Londynie, nie wytrzymałabym bez Kendall i Any — położyła dłoń na klamce od drzwi swojej współlokatorki. Nie weszła jednak do środka od razu. Odwróciła się do niego przodem i zmierzyła go badawczym spojrzeniem. Niall napiął mięśnie, kiedy dotarło do niego, że nie miał na to przygotowanej żadnej, sensownej wymówki.

— Chciałem się odciąć się od rodziców — odpowiedział dopiero po chwili zastanowienia, co nie tak bardzo mijało się z prawdą. Podświadomie chciał w końcu zaznać życia na własną rękę bez znajomości rodziców, które mogły w każdej chwili wyciągnąć go z kłopotów. Był dorosły i chciał przekonać się, jak to jest naprawdę. Odchrząknął, wycierając spocone dłonie o nogawki spodni. — Idź do nich, sprawdź czy się nie pozabijały. Do następnego zobaczenia — rzucił z szerokim uśmiechem i nie mogąc się powstrzymać, puścił dziewczynie oczko, po czym zniknął za drzwiami swojej sypialni, pozbawiając się w ten sposób możliwości zobaczenia jak Margie unosi nieznacznie kąciki ust i rumieni się uroczo. Ona również nie mogła doczekać się ich następnego spotkania.


         Kolejny tydzień Nialla nie różnił się od poprzednich zupełnie niczym. Wstawał w środku nocy, ubierał się w swoje ubrania robocze i niechętnie szedł do pracy, gdzie przesiadywał do samego rana, złorzecząc na wszystkich, którzy postanowili korzystać w pełni ze swojego życia i bawili sie przy litrach alkoholu. Zazdrościł im. Większość z klientów baru była w jego wieku, co tylko bardziej działało mu na nerwy. Zaciskał jednak z całej siły szczęki i wyładowując się poprzez wycieranie szklanek, starał ich zignorować.

         Jedyną nowością było to, że podczas dostawy towaru właścicielka postanowiła pojawić się w swoim lokalu. Nigdy wcześniej tego nie robiła. Zawsze kazała sporządzać sobie kopię listy tego, czego zaczyna im brakować i jedynie składała podpisy. Tym razem natomiast, trzymając ręce skrzyżowane na klatce piersiowej, uważnie przyglądała się wszystkiemu, co robią i czy przypadkiem żaden z nich się nie ociąga.

         Horan musiał przyznać, że jego pracodawczyni była naprawdę piękną kobietą. Miała długie, blond włosy, które zawsze upinała w wysokiego koka, albo kucyka. Prawdopodobnie nigdy nie było mu dane zobaczyć jej w luźnych fryzurach. Na nosie nosiła okulary z oprawkami, przypominającymi mu kocie oczy. Długie nogi eksponowała za pomocą wysokich szpilek i mocno obcisłych spodni. Dekolty natomiast uwydatniały jej średnich rozmiarów piersi. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie jest w jego typie. Była i to bardzo, ale miała jedną, zasadniczą wadę - Niall nie lubił kobiet starszych od siebie. Wolał przynajmniej o kilka lat młodsze.


ZABÓJCA POWRACA

Wszyscy mieszkańcy Cork zapewne pamiętają, co działo się w mieście zaledwie dwa lata temu. Mowa tu o serii dość brutalnych zabójstw, z którymi policja nie mogła poradzić sobie przez bardzo długi czas. Nie raz zastanawialiśmy się, ile czasu potrzebują stróżowie prawa, aby połączyć kilka faktów z poszlakami i złapać mordercę, który zbierał swoje żniwa praktycznie każdego tygodnia, przez kolejne siedem miesięcy. Nie da się zapomnieć i wybaczyć licznych obław miasta oraz bezpodstawnych przeszukiwań samochodów, które niejednokrotnie można było posądzić o naruszanie praw obywatelskich. Dopiero przypadek sprawił, że przypadkowi policjanci, patrolujący ulice nocą, usłyszeli krzyk niedoszłej - na całe szczęście - ofiary i uratowali ją w ostatnim momencie, łapiąc przy tym przestępcę.
Jak się jednak okazuje, nie po raz pierwszy, policjanci popełnili błąd. Mona (19 l.), podejrzewana o dokonanie morderstw jest prawdopodobnie niewinna lub nie działała sama. W sobotę, 27 maja bieżącego roku, przechodzeń zauważył nieruszającą się kobietę w okolicach Katedry Świętego Findbara. Zaalarmowany tym postanowił podejść do niej i udzielić pomocy. Niestety, zastał tylko zmasakrowane ciało.

Zwykłe morderstwo, porachunki miejscowych gangów ulicznych czy element brutalnego rytuału?

Z pewnych źródeł - prosto od jednego z moich informatorów - wiem, że policja podejrzewa, że w Cork od jakiegoś czasu działa sekta, zabijająca młode kobiety w celach starożytnego rytuału. Na początku sama nie chciałam w to wierzyć, jednak z każdym kolejnym argumentem coraz bardziej przekonywałam się do tej teorii. Przeważył ten ostatni - dotyczący wyglądu i miejsc morderstw. Co prawda kolor włosów był zupełnie przypadkowy, jednak ogólny wygląd - postura, wzrost, waga, wiek, sposób ubierania się - były niemalże identyczne.
Co prawda nie dowiedziałam się jeszcze niczego o pikantnych szczegółach, jednak nieustannie nad tym pracuję. Zapewniam was, że na pewno w niedługim czasie uda mi się poznać chociaż część z nich. Obiecuję, że już w przyszłym tygodniu dostarczę wam chociaż odrobinę plotek i insynuacji na ten temat.
Chciałabym jednak ostrzec was wszystkie. W końcu żadna z nas nie wie, czy przypadkiem nie jest następna na liście seryjnego mordercy - szaleńca. Pamiętajmy, że niebezpieczeństwo czyha za każdym zakrętem!
Do zobaczenia w przyszłym tygodniu,
Legion.


♣ 

Przepraszam za lekki poślizg, wyjątkowo niespowodowany moim lenistwem.
Coś się chyba zaczyna dziać, ale nie obiecuję ;)
It's 2017, Directioners.
Do następnego,
Jesica xx
#GWTfanfic
@imnightmarexx